poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Po przyjeździe, przed wyjazdem...

...czyli wakacje w rozkwicie.

Spędziliśmy tydzień na fantastycznym odludziu.
(Rancho Konik w Rogowie)
Nie żeby od razu tam nikogo nie było,
ale dało się nas policzyć na palcach zaledwie dwóch rąk.


Warunki nieco polowe (toaleta i umywalka na miejscu,
łazienka z prysznicem w zagrodzie głównej),
ale o to nam w te wakacje chodziło.
Domek w lesie pomieścił całą naszą szóstkę.
I było nam bardzo, bardzo przytulnie.
Dagmara i Bogdan - gospodarze przemili i gościnni.
Z sercem na dłoni. I jaka kuchnia... mmmmmm...
A do tego Hesta - piękny, czarny, prawdziwy koń,
Pako, Fifi i Krzyś - urocze pieski trzy
oraz Melisa - czarująca koza (dziękujemy Ci, kochana, za pyszne mleko :)

Po drugiej stronie polany, między drzewami,
stał namiot Beaty (ciocia Abata - mówi Zuzia) i Tomka.
Doborowe towarzystwo do pogadania, pośmiania i pośpiewania.
Bez Nut :)
(po ciemku nie tylko nut nie było widać ;)

Kocham lato.
Gorące powietrze, chłód wody w jeziorze,
zapach lasu, ognisko, niebo w nocy i spadające gwiazdy.
Przypomniały mi się obozy harcerskie.
Zwłaszcza mój pierwszy. Walne, nad jeziorem Blizno.
Miałam 12 lat. Któregoś dnia, jakoś chyba na początku obozu,
siedziałam sobie pod drzewem i nagle Go zobaczyłam.
Wychodził z sąsiedniego obozu. Wysoki (jak nic 2 metry - myślałam wtedy ;)
chudy, opalony, bujna czupryna czarnych włosów,
lekko skośne, czarne oczy.
Patrzyłam na Niego i myślałam sobie - boski.
To chyba wtedy dotarło do mnie, że kiedyś tam będę miała męża, dzieci.
W głębi mojego dwunastoletniego serca zapragnęłam,
żeby mój mąż - kiedy już się odnajdzie - był taki jak On.
Uważajcie, o czym marzycie ;)
Od tamtego lata minęło (liczę... )
... 28 lat.
A ja i On od 24 lat jesteśmy razem.
Czasem słońce, czasem deszcz - wiadomo.
Kilka burz...
Dziś - gdybym mogła wybierać raz jeszcze - znów wybrałabym Jego :)

4U, my Love :*

Z wiekiem robię się coraz bardziej sentymentalna ;)

W weekend pralka pracowała na najwyższych obrotach.
W tym upale wszystko schło błyskawicznie.
Rzeczy Piotrka dostały palmę pierwszeństwa.
Piter miał jeden dzień na przepakowanie się.
Dziś rano pojechał na obóz sportowy.
Bez wylewnych pożegnań.
'Mamo, to przecież tylko 10 dni'
Wiem, wiem...
(no nie wyrywaj się, jeszcze tylko chwilę Cię poprzytulam ;)

Dziś czeka mnie pakowanie kolejnych walizek.
Jutro Julka, Zuzia i Kuba jadą na kilka dni do Babci Ani i Dziadziusia Stasia :)

A ja i Krzysiek lecimy sobie pobyć ze sobą.
Ze sobą - ze sobą i ze sobą - we dwoje.
Krzysiek będzie mógł posurfować,
ja poczytam i popławię się w ciepłym morzu.
Tra la la la la la la la la la :))))))))))))))

Życie jest piękne <3