niedziela, 28 grudnia 2014

Moja ulubiona pora dnia

to noc
a właściwie późny wieczór

ten moment,
kiedy Jula i Zuzia już śpią
a ja jestem jeszcze na tyle przytomna,
żeby mieć kwadrans dla siebie



wróżki przestają fruwać po pokoju i udają upadłe anioły
Księżniczki w łózkach, a wierny pies pilnuje kapci
Boszzz...
Nareszcie!!! Już śpią
a godzina jeszcze całkiem młoda
zaledwie jedenasta
co by tu...
mam tyle planów
tyle jeszcze chciałabym w życiu
zrobić
tylu rzeczy doświadczyć
skok ze spadochronem
na ten przykład
a! ale teraz mam tylko kwadrans zanim zasnę...

może sobie poczytam
zaległości mam takie, 
że stos książek przy łóżku chwieje się niebezpiecznie
kiedy tamtędy przechodzę

gazety piętrzą się tuż obok
(z książek już dawno by pospadały)
kuchnię można przecież ogarnąć jutro z rana
reszta rzeczy do ogarnięcia też może zaczekać
zwłaszcza, że co chwila oczy mi łzawią
od ziewania

dobrze, że pod prysznicem się stoi
a nie leży
(chociaż jak kto lubi)
zasnęłabym jak nic
w strugach ciepłej wody 
i nici z kwadransa czytania
(no chyba, że zasnę wcześniej...)

Powiem tak:
dziś czas na emeryturze
jawi mi się jak ziemia obiecana

Dzieci odchowane
niczym strzały wypuszczone w świat
a my znów wolni
z mnóstwem czasu
na realizację pasji i zainteresowań

Nie idealizuję
Planuję ;)

A póki co wykradam dla siebie kwadranse
i każdy cieszy mnie bardzo

czasem poczytam,
czasem pogram na pianinie,
innym razem sobie popiszę

a jeszcze innym razem
nie zrobię kompletnie nic
i to też będzie bardzo fajne
- duszy i ciału potrzebne :)

Jako że minęła północ
dziś wybieram ostatnią opcję

wezmę prysznic,
położę się do łóżka
i przez kilka minut będę sobie myślała
o czymś miłym i przyjem... chrrr... chrrr... chrrr...