piątek, 9 stycznia 2015

Morderczy kawałek

tak mógłby brzmieć tytuł filmu,
który obejrzałam wczoraj
na szczęście tytuł ostał się taki, jaki jest w oryginale,
nietknięty próbami tłumaczenia
- 'Whiplash'

Tej strony muzyki nie znałam...

i momentami sztywniałam
chyba z przerażenia,
jakbym to ja była na miejscu
tego młodego muzyka

tyle razy miałam za złe moim Rodzicom,
że nie zapisali mnie do szkoły muzycznej
a wczoraj spojrzałam na to od zupełnie innej strony
i wyszło mi, że powinnam raczej być Im wdzięczna... ;)

Film - moim zdaniem - warto obejrzeć

Tak, jak 'Dzikie historie' Almodovara (produkcja)
w reżyserii Szifrona (jak słusznie doprecyzowała Agata :)
na które poszliśmy z Krzyśkiem
zaraz po wyjściu z restauracji
(tej z poprzedniego posta)

kilka epizodów pokazujących, co się może wydarzyć,
kiedy puszczają nerwy
komedia z lekko gorzkim posmakiem


i nic więcej nie napiszę,
żeby oglądania nie zepsuć

*      *      *

Wczoraj Pan Listonosz
przyniósł nam coś idealnego
na wyciszenie
i na miły odpoczynek od wszystkiego,
co się na tym naszym zwariowanym świecie dzieje
kilka dni temu zamówiliśmy płytę
i wczoraj do nas przyszła
(za pośrednictwem Pana Listonosza rzeczonego)
jeszcze ciepła
by była, gdyby nie ten przymrozek za oknem

Tytuł płyty i tytuły piosenek pisane ręcznie. A przynajmniej tak to wygląda :)

Dedykacja na płycie mnie rozbroiła...

No i się zarumieniłam... ;)

Bardzo lubimy 'domowe melodie'
Często słuchamy ich pierwszej płyty,
kiedy jedziemy wszyscy razem samochodem
Julka i Zuzia dzielnie trzymają tempo,
kiedy śpiewamy
'Grażka, Grażka, weź przestań,
bo do nieba nie pójdziesz'...

Hmmm... Pewnie jakoś niedługo
przyjdzie do nas ksiądz - po kolędzie
ciekawe, czy Jula z Zuzią,
poproszone o zaśpiewanie 'czegoś'
(jak to z dziećmi często bywa)
zaśpiewają kolędę,
czy Grażkę...
oj, byłoby wesoło ;)