środa, 18 marca 2015

PMS, PW (przesilenie wiosenne)... Jak żyć?

DVD, PCV, PKP, PKS...
(taki skecz mi się przypomniał
kabaretu Hrabi)
wrzuciłabym link, ale nie mogę znaleźć
poza tym ja nie o tym chciałam...

Po Yapie chyba jakieś przesilenie wiosenne mnie dopadło
objawia się to głównie sennością
ja rozumiem, że niedospanie, że zmęczenie, że lata już nie te
ale żeby aż tak???

a do tego pms jest chyba grany,
bo kompletnie nie radzę sobie z emocjami i hormonami
oraz momentami to już sama nie wiem,
które to emocje, a które hormony
i jak w tym całym chaosie
znaleźć choćby namiastkę równowagi

Człowiek sobie myśli, że po takim weekendzie
od razu przejdzie do kolejnych punktów życia
a tu guzik
i żeby chociaż z pętelką
- może przynajmniej ona dałaby się jakoś rozwiązać ;)

Chyba wiem, czemu tak jest
otóż Yapa zagięła czasoprzestrzeń
znalazłam się tam
i miałam wrażenie, jakbym znów miała 20 lat
a to bardzo niezdrowo
tak się nagle odmłodzić
nawet, jeśli tylko na trochę
że już o zmianie stref czasowych nie wspomnę

no i teraz trzeba to całe zmieszanie odespać

Było mi szalenie miło,
że specjalnie na Yapę i na nasz wieczorny koncert
przyjechała Dżuścia
mogła przecież obejrzeć sobie na jutjubie
no i dzięki Niej miałam pewność,
że na widowni będzie przynajmniej jedna osoba
(oprócz mojego Krzyśka i ekipy dźwiękowców)

publiczność 40tej Yapy rzecz jasna dopisała
i miałam wrażenie,
że momentami pamięta słowa piosenek lepiej od nas ;)
ale kto by się tym przejmował

na liczne zapytania - 'a kto to ta Agata?'
odpowiadam, że Agata to bardzo fajna kobieta,
która młodziutkim dziewczęciem będąc
(czyli nie tak znowu dawno temu)
założyła z kolegą zespół Smak Gruszki
i za pozwoleniem Małolepszego Pawła,
piosenki Smaku Jabłka z rzeczonym kolegą śpiewała
i z nami na Yapie też zaśpiewała :)

Oglądający Voice of Poland
też z pewnością Ją pamiętają
a jeśli nie, proszę sobie w google wpisać
Agata Michalska the Voice of Poland
i można słuchać Jej ślicznego głosu do woli :)

O, a to my na Yapie :)

Zanim zaczął się koncert,
nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła

patrzę, a to Ania i Maciek
- znajomi, których bardzo lubię,
i z którymi kawał czasu się nie widziałam

prawie spadłam ze sceny,
kiedy się witaliśmy
tak się cieszyłam, że Ich widzę :)

widziałam wiele znajomych twarzy
niektóre rozpoznałam od razu,
nad innymi musiałam trochę się pogłowić
i pozastanawiać - skąd ja ją/go znam...
(pewnie z Yapy ;)

ech, fajna była ta sobota
i Paweł - perkusista
śpiewający za sceną 'jestem jaki jestem'
tego nie da się opisać,
a widzieli to tylko nieliczni
(może to i lepiej ;)

Dziś jest środa
a ja nadal nie mogę dojść do siebie

A już to, co zrobiłam w poniedziałek,
przechodzi wszelkie pojęcie (w tym ludzkie)

Tego dnia, po odwiezieniu dziewczyn do przedszkola,
wróciłam do domu i położyłam się spać
oczy same mi się zamykały
rzadko mi się to zdarza w ciągu dnia
skoro tak się działo - widocznie organizm dawał znak,
że potrzebuje odpoczynku

zasnęłam snem kamiennym

jak przez mgłę słyszałam, kiedy Kuba wrócił do domu,
później przyszła Niania z Julą i Zuzią

Spałam do 16tej

chętnie pospałabym dłużej,
ale bałam się, że w nocy nie będę mogła zasnąć
(obawy były niczym nieuzasadnione,
bowiem w nocy też spałam tak,
jakbym odsypiała co najmniej tydzień,
a nie weekend)

Tego dnia Piotrek i Kuba byli umówieni na 18tą do fryzjera
koło 17tej zaczęłam się denerwować,
że Piotrka jeszcze nie ma w domu

zadzwoniłam do Niego na komórkę,
ale nie odbierał
wysłałam Mu sms z zapytaniem, gdzie jest
i z prośbą, żeby się odezwał

W związku z brakiem jakiegokolwiek odzewu
zadzwoniłam do kilku Jego najbliższych kolegów

u Marcina Go nie było,
ani u Wojtka
ani u Olka
Olek pocieszył mnie, że widział,
że Piotrek ma na ręku (! ;D) zapisane: 'fryzjer 18.00',
więc na pewno pamięta

Kuba widząc, że obie z Nianią jesteśmy zdenerwowane,
powiedział, że koniecznie musimy zadzwonić na policję,
żeby szukali Piotrka

w akcie desperacji
napisałam u Piotrka na fb:
'Piotrek pilnie poszukiwany,
ktokolwiek widział, ktokolwiek wie,
proszę o informację'

i w tym momencie do kuchni wszedł Piotrek

obie z Nianią popatrzyłyśmy na Niego jak na ducha

- gdzieś Ty był tak długo? - zapytałam
- jak to gdzie? w moim pokoju - odpowiedział spokojnie Piotrek

Wrócił przed wszystkimi, kiedy ja jeszcze spałam

w Jego pokoju było ciemno,
a On siedział w słuchawkach na uszach,
więc nie słyszał, że gorączkowo Go poszukuję
telefon wyciszył w szkole
i zapomniał włączyć dźwięk...

a matka zamiast zajrzeć do pokoju,
prawie zadzwoniła na policję

jeśli to nie przesilenie wiosenne,
które powoduje zaćmienie umysłu,
to ja już nie wiem, co

To mi przypomniało jeden jedyny przypadek,
kiedy zadzwoniłam na policję, żeby zgłosić kradzież samochodu
z parkingu w Galerii Mokotów,

Samochód zaparkowałam z jednej strony,
a szukałam z drugiej
- bez szans na znalezienie oczywiście

pan ochroniarz, który pomagał mi szukać auta
(niestety nie z tej strony, co trzeba)
zapytał, czy na pewno pamiętam,
w którym miejscu zaparkowałam

popatrzyłam na niego urażonym wzrokiem
i powiedziałam, że oczywiście, że pamiętam
(oczywiście, że nie pamiętałam - jak się okazało)

inny pan ochroniarz przyjechał na skuterku,
podałam mu numer rejestracyjny samochodu
i pojechał się rozejrzeć

w międzyczasie pierwszy pan ochroniarz
po nieudanych próbach znalezienia samochodu
(poszukiwanego nie z tej strony, co trzeba)
poszedł ze mną do punktu informacyjnego,
skąd zadzwoniliśmy na policję
zgłaszając kradzież
(rzecz cała działa się dawno, dawno temu,
kiedy jeszcze nie miałam telefonu komórkowego,
a Galeria Mokotów dopiero co została wybudowana)

po zgłoszeniu kradzieży
zeszliśmy z panem ochroniarzem nr 1 na parking.
Po chwili podjechał do nas pan ochroniarz nr 2
(ten na skuterku)
i powiedział, że samochód o tych numerach rejestracyjnych
stoi dokładnie po drugiej stronie
a nie po tej, gdzie szukaliśmy

poszliśmy tam i rzeczywiście stał

popatrzyłam z niedowierzaniem
i zanim pomyślałam,
słowa same wyszły z moich ust:
'to niemożliwe, ktoś go tu przestawił'

na co pan ochroniarz powiedział:
'eche, przestawił i zamknął'...

wiecie, jak to jest na tych parkingach
człowiek zostawi samochód,
wjeżdża ruchomymi schodami
i zapomina, że kiedy się zjedzie,
to trzeba pójść w stronę przeciwną
niż ta, w którą się idzie odruchowo
czy jakoś tak...

często zdarza mi się z wyrozumiałością obserwować
różne panie, a czasem i panów
wybiegających z galerii na parking
z siatami w rękach
i z obłędem w oczach
klikających w przyciski pilota
rozglądających się z nadzieją,
że ich samochód mrugnie do nich porozumiewawczo

w każdym razie od roku 2001
zawsze już pamiętam, gdzie zaparkowałam

przynajmniej tyle

chociaż biorąc pod uwagę
poniedziałkowe poszukiwania Piotrka,
który siedział za ścianą,
to chyba aż tak wielkich postępów w rozwoju
nie poczyniłam

i jak tu żyć? ;)