wtorek, 12 maja 2015

Życie jest piękne...

...i tylko czasem kręci się wokół prania,
wieszania, suszenia, składania
oraz pozostałych czynności
mających na celu zapewnienie
istotom ludzkim - czyli nam -
jako takiego wyglądu zewnętrznego
(coby nikogo nie straszyć)
a konkretnie - względnej czystości
tego, co narzucamy na grzbiety swe

z prasowaniem raczej nie szalejemy

jeśli nie liczyć koszul Krzyśka,
to cała reszta ubrań jest z tak doskonałych tkanin,
że kiedy założymy je na siebie, 
to wszystko prostuje się samo

a poza tym przecież ciuchy i  tak szybko się brudzą
i zaraz znów lądują w koszu z brudną bielizną,
więc całe to prasowanie troszku nie ma sensu

kiedy urodził się Piotrek
i nagle z naszej dwójki zrobiła się trójka
myślałam, że mam bardzo dużo prania
(o sprzątaniu i innych obowiązkach nie wspominając)

już dawno zweryfikowałam to przekonanie

i nawet teraz, kiedy jest nas szóstka,
nie myślę, że mam bardzo dużo prania
jest go po prostu tyle, ile jest

no bo co mają powiedzieć Ci,
których jest na przykład dwunastka?

albo jeśli ktoś prowadzi hotel
- tam dopiero jest dużo prania

punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
i z różnych stron wszystko wygląda inaczej

a kiedy jeszcze dołoży się do tego to,
że nic nie jest takie, na jakie wygląda,
to już zupełnie można się w tym życiu pogubić,
które przecież piękne jest
i tylko czasem to pranie...
oraz pozostałe czynności konieczne (mniej lub bardziej)

kiedy myłam niedawno mój dzbanek po herbacie,
zauważyłam, że w części dziobowej
(tej, z której leci herbata)
są ciemne zacieki
pewnie były tam wcześniej
i wtedy zupełnie mi nie przeszkadzały
(o cudowna nieświadomości ich istnienia)

ale kiedy tylko zobaczyłam, że są,
natychmiast jakiś natręt w mojej głowie
kazał mi się zacieków pozbyć

wzięłam patyczek do czyszczenia uszu
i część dziobową czajniczka doczyściłam
- przynajmniej na tyle, na ile się dało


a później przypomniałam sobie,
jak nazywa się ta jednostka chorobowa

perfekcjonizm

trudno mi powiedzieć
kiedy dokładnie zapadłam na tę przypadłość
myślę, że jak wiele natręctw
i to - miało swój początek w dzieciństwie

często słyszałam, że jestem bałaganiarą

w efekcie - ogromną część mojego dorosłego życia
spędziłam na ścieraniu kurzu, myciu, czyszczeniu,
doczyszczaniu, czyszczeniu jeszcze lepiej,
dokładniej
i jeszcze dokładniej

przez całe lata nie było u nas 'sprzątania na święta'
bo u nas święta mogłyby pojawić się w kalendarzu nagle
i całkiem znienacka
a my i tak bylibyśmy gotowi

Boże Narodzenie w maju, albo w listopadzie
Wielkanoc w lutym
proszę bardzo

i w ogóle wszelkie niespodziewane wizyty
i niezapowiedziane odwiedziny
nie były nam straszne,
bo u nas zawsze było nienagannie czysto

albo pamiętam zaskoczoną minę Madziare,
kiedy pojechałyśmy na nasze pierwsze babskie wakacje
i po wejściu do pokoju
pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam,
było wyciągnięcie szmatki do kurzu

przed wypakowaniem moich rzeczy z walizki, 
MUSIAŁAM przetrzeć półki w szafie

i to nie jakieś tam widzimisię
ja naprawdę MUSIAŁAM

bo to przymus taki jest gdzieś w głowie
i człowiek nawet nie widzi w tym momencie,
że jest to co najmniej dziwne
oraz do szczęścia niepotrzebne kompletnie...

piszę o tym
i nie macie pojęcia jak bardzo męczę się
na samą myśl o tym, co kiedyś fundowałam sobie i moim bliskim

i w ogóle
co za strata cennego czasu,
w którym mogłam odpocząć, poczytać,
poleżeć w wannie z aromatycznymi olejkami
i zapalonym kadzidełkiem
(kadzidełko gdzieś obok, nie w wannie - oczywiście)
pobawić się z dziećmi,
zrobić zabawkowy bałagan
(dlaczego tylko dzieci mają mieć z tego radochę?)
pójść na spacer,
puszczać bańki (albo bąki - jeśli ktoś woli ;)
albo też oddać się cudownemu bel far niente
(po włosku nawet 'piękne nieróbstwo' brzmi jak poezja... ;)

dobra wiadomość jest taka,
że perfekcjonizm da się trochę zaleczyć

proces nie jest łatwy i trwa latami,
ale zmiana jest możliwa

dziś myślę sobie, że moja Mama miała trochę racji,
kiedy mówiła mi, że jestem bałaganiarą
tyle że wtedy nie brzmiało to jak komplement,
więc z góry założyłam, że to coś złego

a tymczasem, czyż nieład artystyczny nie jest fajny?
i czy od razu musi być nazywany bałaganem?

a nawet jeśli to jest bałagan,
to czy od razu musi oznaczać coś złego?
w czym tak bardzo lepszy jest porządek
zwłaszcza, że zazwyczaj po sprzątaniu
niczego nie można znaleźć...

polubiłam bałagan
(wybacz, Kochanie ;)

i choć moi znajomi nadal twierdzą, że u nas to jest zawsze porządek,
to ja widzę olbrzymi postęp,
jaki poczyniłam w ciągu ostatnich lat

Krzysiek czasem się buntuje:
- miałaś czas na to, żeby napisać na blogu,
a nie miałaś czasu, żeby włożyć naczynia do zmywarki?

a otóż właśnie tak, mój Kochany :)

zamiast przejmować się tym lekkim nieporządkiem,
zobacz jaki dobry kawał roboty odwalam
w kwestii rozwoju

czasem wystarczy odrobinę zmienić priorytety,
a cały świat wywraca się do góry nogami

kiedyś w pierwszej kolejności robiłam to, co muszę
i to, co powinnam

na to, co lubię nie starczało mi siły i czasu

czyż nie szkoda życia wyłącznie na to, co się powinno?

ech, te wszystkie:
- muszę
- powinnam
- wypadałoby
- należy
oraz inne głosy w głowie

wyciszenie ich jest wielką sztuką 

jeśli robi się to, co się lubi
reszta zrobi się przy okazji
w swoim czasie, albo nieco później ;)

a patologiczny porządek naprawdę nie przynosi szczęścia

serio serio

PS no. a teraz mogę iść wyciągnąć pranie z suszarki ;)