czwartek, 23 lipca 2015

Nie-wiary-godne

Kiedy byłam dzieckiem,
usłyszałam od kogoś, że sny, które przyśnią się
w pierwszą noc przespaną w jakimś nowym miejscu,
mogą się spełnić

i choć nie jestem przesądna,
to kiedy jadę gdzieś,
gdzie wcześniej nie byłam,
z ciekawością czekam na tę pierwszą noc
i myślę sobie
- co też mi się przyśni

czasem pamiętam te sny
czasem nie pamiętam

ten wczorajszy zapamiętałam

śniło mi się, że spotkałam księży
z kościoła, w którym śpiewamy z zespołem
na niedzielnych mszach o 20tej
(śpiewamy naprawdę - jakby co
- to element realny tego snu)

spotkaliśmy się przypadkiem, na ulicy
jest ich dwóch, może trzech
a ja jestem z koleżanką z zespołu

księża pytają co słychać,
koleżanka moja odpowiada, że u nas wszystko ok,
a następnie mówi im o moim blogu

księża słuchają z zainteresowaniem
kiwają głowami,
mówią: 'o, naprawdę? masz swój blog?'
i deklarują, że będą czytać

- NIEEEEEE!!! tylko nie to!!! - myślę z rozpaczą,
nie chcę, żeby przeczytali to, co zamierzam napisać...

tu sen się urywa...

a co tam, napiszę to, co zamierzałam...

chwytają mnie za serce
wszelkie prośby o pomoc,
najczęściej finansową

na fejsbuku takie ogłoszenia
pojawiają się każdego dnia

rodzice informujący, że jedynym ratunkiem
dla ich dziecka
jest kosztowna operacja
że potrzeba tyle i tyle
(tu pada kwota wielocyfrowa,
będąca zazwyczaj poza zasięgiem
przeciętnego człowieka)

'lecz ludzi dobrej woli jest więcej'...
i często udaje się zebrać
potrzebne kwoty

pomagamy sobie wzajemnie, jak umiemy
i tyle, na ile możemy
(i chcemy)

oswoiłam się już z myślą,
że życie - tak ogólnie - jest nie fair
i że nigdy nie będzie tak,
że wszyscy mają wszystkiego po równo,
bo tak się nie da

tak jest i już

są bogaci i są biedni

fajnie, kiedy bogaci dzielą się tym, co mają
i często tak się dzieje
- chociaż nie muszą tego robić,
nie zobowiązali się do tego formalnie
ot - mają gest, dobre serce i chęć
i chwała im za to

niedawno obejrzałam film dokumentalny
'Holy money' (2014)
polski tytuł - 'Finanse Watykanu'

brytyjski historyk John Dickie
dowodzi w nim, że Kościół Katolicki XXI wieku
jest globalną potęgą finansową
posiadającą mnóstwo nieruchomości
i inwestycji na całym świecie

pewnie dla wielu to nic nowego,
ale ja otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia

nie będę wchodzić w szczegóły
kto chce, może ten film obejrzeć na youtube

i tak sobie myślę...

jeśli nasze życie tu, na Ziemi, jest tylko chwilą
a tym, do czego powinniśmy dążyć
jest życie wieczne,
(do którego nie da się przecież zabrać
żadnych dóbr doczesnych)
to po co gromadzić tak ogromne ilości pieniędzy
(w najróżniejszych postaciach)
zamiast na bieżąco pomagać tym,
którzy naprawdę tego potrzebują?

jeśli wystarczy całkowicie zawierzyć sile wyższej
i zaufać, że nie musimy się o nic martwić
ani niczego kontrolować,
to czemu Ci, którzy tego nauczają,
swoim życiem i postępowaniem
nierzadko całkowicie temu zaprzeczają?

dorzucam to do zbioru rzeczy,
których chyba nigdy nie zrozumiem
muszę po prostu przyjąć, że tak jest
(choć nie mam na to w sobie zgody)

dziś żyjemy,
ale jutro może nas tu nie być

i to dotyczy wszystkich nas bez wyjątku

nieważne, czy ktoś jest żebrakiem, królem, czy papieżem

nie chcę siać fermentu
i nie jest moją intencją atakowanie KK,
w którym w końcu jestem niemal w każdą niedzielę,
śpiewając na mszy
(bo chyba tylko tak potrafię się modlić do Boga -
- jakkolwiek Go nie pojmuję)

boli mnie, że przez tyle lat
przy różnych okazjach wpajano we mnie to,
co nie jest prawdą

wiara, nadzieja i miłość wcale nie są najważniejsze
liczy się władza i pieniądze

i jest mi wszystko jedno,
kto to przeczyta

bo wiem, że to kolejny głos wołającego na puszczy
podobnie jak głos papieża Franciszka
nawołujący kapłanów do życia bez zbędnego przepychu

niemniej jednak posyłam ten głos w niebo, w kosmos

(dokądś musiałam...)