czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku :)

Wszystkim Sylwestrom serdeczne życzenia

osobiście znam trzech

jeden z nich zadzwonił do mnie wczoraj
z pretensjami

otóż żonie Jego - Kasi
śniło się, że pracowała u nas - sprzątając
no i zwolniliśmy ją...

Sylwek powiedział, że wprawdzie to był tylko sen,
ale niesmak pozostał

patrząc na umiarkowany bałagan w naszym mieszkaniu,
to nawet się dziwię temu zwolnieniu

przeproszę Kasię przy najbliższej okazji ;)

*

nie mogłam spać dziś w nocy
a właściwie nad ranem

kiedy spojrzałam na zegarek, była piąta

w głowie majaczył mi gotowy post
wystarczyło tylko wstać i zapisać

niestety było mi bardzo zimno w lewą stopę
i tylko dlatego nie wstałam

w rezultacie chyba przysnęłam
a kiedy obudziłam się koło dziewiątej
nie pamiętałam, co było w tym poście
co to majaczył w głowie mej
domagając się zapisania

ale za to w lewą stopę było mi tak samo ciepło,
jak w prawą

*

Matt i Susan polecieli wczoraj z powrotem do Moskwy
na pożegnalną kolację wybraliśmy się
do restauracji Magdy Gessler 'Ale Gloria' przy Placu Trzech Krzyży
Krzysiek najpierw zawiózł tam mnie i Kubę
a później pojechał po Matt'a i resztę ferajny

udało nam się wcześniej zrobić rezerwację,
więc stolik już na nas czekał
zaprowadził nas do niego elegancko ubrany kelner

koło naszego stolika zaś stała Magda Gessler we własnej osobie
Kuba oniemiał z wrażenia
i zanim zdążyłam go uszczypnąć,
krzyknął: Magda Gessler!
ech...
żeby to był chociaż kameralny szept, ale nie
musiał krzyknąć ;)
a do tego wzroku z niej nie spuszczał,
więc cóż było robić
powiedziałam:
'przepraszam panią bardzo,
mój syn jest pod dużym wrażeniem tego, że panią widzi'
na co pani Magda Gessler uśmiechnęła się
i podała nam rękę na powitanie

miło

a później wszedł Krzysiek
i Susan, i Matt, i ich dzieci
i zrobiło się głośno
przegadaliśmy cały wieczór
a ja i Susan zjadłyśmy najlepszą sałatkę świata
- sałata verde
palce lizać!

co tu dużo gadać
trudno było nam się rozstać...

*

prezydent Duda wygłosił noworoczne orędzie

cóż...
wzajemnie, panie prezydencie

*

Kuba wyciągnął nas dziś na Stegny
ostatni raz miałam na nogach łyżwy rok temu

łyżwy wypożyczyłam
sztywne, niewygodne
(dobra motywacja, żeby wreszcie kupić własne,
do czego Basia G. namawia mnie od ponad roku
kupię, Basiu
w styczniu
jak bum cyk cyk!)

jazda w niewygodnych łyżwach skończyła się tym,
że na torze wyprzedzali mnie wszyscy:
mężczyźni, kobiety, dzieci, niemowlęta,
emeryci, renciści i inni seniorzy
(bo normalnie to przecież jeżdżę wyczynowo ;)

ale i tak było miło,
chociaż byliśmy tylko w trójkę - Krzysiek, Kuba i ja
Piotrek już od wczoraj u swojego najlepszego kumpla
powiedział, że wróci do domu jakoś na początku stycznia ;)
a Jula i Zuzia na feriach świątecznych w Piotrkowie

z lekkim poślizgiem żegnamy stary rok
i w takich oto eleganckich 'szpilkach' ;)
Sylwester zatem w kameralnym gronie

obejrzymy film
zagramy w Scrabble

herbata z pomarańczą i goździkami
i ciasto marchewkowe
(Krzysiek właśnie upiekł)

lubię tak kameralnie

kto wie, może w przyszłym roku będzie jakoś bardziej hucznie ;)

a póki co...
za chwil kilka Nowy Rok
12 miesięcy, 52 tygodnie, 366 dni, 8.784 godziny, 527.040 minut

całkiem spory kawałek czasu

i kiedy zastanawiam się, czego życzyłabym sobie na ten Nowy Rok,
to przychodzą mi do głowy życzenia,
które kiedyś dostałam od Krzyśka Taty

- abym odkryła cel, dla którego przyszłam na ten świat
(brzmi dość górnolotnie, ale i tak bardzo chciałabym)

i tego sobie właśnie życzę
z całego serca

sobie i każdemu, kto też chciałby się tego dowiedzieć

wszystkiego dobrego nam i światu :*