sobota, 13 lutego 2016

Post* lutowy

*słowo "post" można tu dwojako rozumieć
- ale to bez znaczenia, bo sens pozostaje ten sam

Im częściej myślę o tym, żeby pisać tu codziennie,
tym rzadziej mi się to udaje
najlepiej więc, jeśli w ogóle przestanę o tym myśleć
- i to jak najszybciej ;)

Filomena napisała mi w smsie,
że Ona protestuje,
bo już dawno (echeś, kilka dni zaledwie) po sesji,
a na blogu nic nowego
(po łacinie jakoś ładniej to brzmi - nihil novi)

w dodatku luty jest tak krótki,
że postanowiłam jednak pospieszyć się z tym postem
(być może jedynym lutowym)
żeby mnie marzec nie zastał,
który przecież już za chwilę,
już prawie...

no i nie mogę przecież zignorować
filomenowego protestu ;)

niestety mocy nie mam za grosz

dwutygodniowa sesja wyssała ze mnie wszystkie soki
i coś czuję, że nadal do siebie nie doszłam

najpierw wiele dni intensywnych przygotowań (czytaj: nauki)
a później niedowierzanie
no i radość, że wszystkie 9 (słownie: dziewięć!) egzaminów
zdałam w pierwszym terminie
semestr zimowy zamykam ze średnią 4,5
(nie żebym się chwaliła, tak tylko wspominam mimochodem)
co jest dla mnie samej o tyle istotne,
że daje mi motywację do kontynuowania obranego kierunku,
a nawet pozwala na nieśmiałą myśl,
że skoro umiem zaliczyć jeden semestr,
to i 6 pozostałych semestrów ma spore szanse

w każdym razie moje neurony (wszystkie dwa) cieszą się jak szalone
odłączyły nawet ten trzeci neuron od respiratora
i z czułością patrzą jak samodzielnie zaczyna oddychać

radość w moim mózgu wielka,
że się jeszcze może na coś przydać
i że daje radę ;)

z tej okazji nawet dostałam od Martyny
bukiet pięknych różowych tulipanów

tulipany stały sztywno w zwartym szyku,
ale kiedy tylko dostałam ostatnie wyniki egzaminów,
oszalały razem ze mną z ulgi i radości
i uznały, że nie dla nich zwarte szyki
rozbiegły się po dzbankowazonie
i ani myślą wychodzić z tego przyjemnego rozluźnienia

cudne są w tym rozbieganiu, że ach! <3
Tuż po sesji Krzysiek zawiózł Piotrka do Łodzi
na zabieg zamknięcia przewodu tętniczego Botalla,
co to się zapomniał Piotrkowi zamknąć po urodzeniu
(o czym dowiedzieliśmy się całkiem niedawno dopiero)

po zrobieniu kolejnych badań
okazało się, że zabieg jednak nie będzie potrzebny
a przynajmniej nie teraz
bo przeciek w niedomknięciu jest na tyle mały (ok. 2 mm),
że dużo większym obciążeniem dla Piotrka
byłaby ingerencja w jego tętnicę udową -
- w tej chwili - zdaniem kardiologów - całkiem zbędna

mówiłam Piotrkowi, że może gdybym dooglądała Grey's Anatomy do końca,
sama umiałabym mu ten zabieg zrobić,
no ale w tej sytuacji to jednak dobrze, że nie próbowałam
(a Chirurgów jeszcze dooglądam
w swoim czasie, albo nieco później - jak mawia Dżuścia)

Piotrka w stanie nienaruszonym przywiozłam z powrotem do domu
- ku zadowoleniu Jego samego i nas wszystkich

a poza tym...

kilka dni temu Jula i Zuzia skończyły 5 lat
w dniu urodzin były na feriach u Babci i Dziadka
ale zaraz po powrocie do domu
mogły pomyśleć życzenie (każda swoje)
i zdmuchnąć świeczki

Jubilatki, lat 10 (po 5 każda)
dumne są jakniewiemco z tych swoich pięciu lat
z ogromną powagą słuchały życzeń
a kiedy jeszcze pan listonosz
przyniósł do domu dwie koperty
imiennie do Julci i Zuzi zaadresowane,
tańczyły z radości
i wszystkim pokazywały kartki urodzinowe,
które specjalnie dla nich
zrobiła (tak, tak, zrobiła!) ciocia Magda :)


Magda, zdolna z Ciebie bestia! kartki są prześliczne :) Dzięki! <3
5 lat!

a jeszcze niedawno takie malutkie...

najpierw było tak:

photo by Madziare (klik) :)
 nieco później tak:

photo by Madziare (klik) :)
kto by pomyślał, że pięć lat później otworzą własną galerię prac plastycznych

galeria mieści się w naszym korytarzu
i póki co liczy zaledwie 3 prace
no ale od czegoś trzeba zacząć

kolejne prace już się tworzą ;)



Jak to mówią - the "earth" without "art" is just "eh"

- w rzeczy samej ;)

dziewczyny rosną jak na drożdżach
przymierzamy się właśnie do kupna większych łóżek,
bo w tych już ledwie się mieszczą

a poza tym - jak słusznie zauważyła Julcia:
'pięcioletnie pięciolatki muszą mieć większe łóżka'

No.

PS wiek naszych dzieci brzmi teraz jak tytuł popularnego programu
z czasów, kiedy ja i Krzysiek byliśmy dziećmi: 5(x2) - 10 - 15
my sami zaś jesteśmy mniej więcej w wieku serialowego czterdziestolatka,
którego z perspektywy dziecka uważałam za pana w mocno podeszłym wieku...

jakże bardzo zmieniła się moja perspektywa na przestrzeni dziejów...
- ale o tym to już może indziej kiedy... ;)