wtorek, 1 marca 2016

Spokojnie, to tylko kryzys

...albo zwykła tęsknota do wiosny

luty zleciał
błyskawicznie
i jak zwykle - niewiadomokiedy

prawdopodobnie wydarzyło się to
gdzieś między pierwszym a dwudziestym dziewiątym

tak, tak
wczoraj luty dorzucił mały bonus od siebie

zwykle przykrótki - jak niektóre spódniczki,
wczoraj
wyjątkowo - jak co cztery lata bywa -
skończył się całkiem przyzwoicie
(gdzieś w okolicach kolan ;)

nie to, co inne miesiące
dające więcej czasu od siebie

no ale dobre i to

swój dodatkowy dzień w roku
wykorzystałam bardzo produktywnie i twórczo

spałam, ile wlezie

rano zawiozłam Julę i Zuzię do przedszkola
a kiedy wróciłam do domu,
spałam dalej

no bo kiedy matka czworga ma odespać
całe swoje niewyspanie?

jeśli dają dodatkowy dzień w roku,
to ja go chętnie biorę
i wymieniam na towar luksusowy - sen

możliwe, że trochę z tym snem przesadziłam,
bo obudziłam się dziś z bólem gardła i pęcherza

może gdybym wstała nieco wcześniej
rzeczone gardło i pęcherz
nie zdążyłyby mnie rozboleć?

zabieram się zatem za leczenie
metodami domowymi
i mam nadzieję, że okażą się skuteczne
bo co będę lekarzowi głowę zawracać

pewnie i tak ma pełne ręce roboty

a poza tym dość już trochę mam wizyt lekarskich

przegląd stomatologiczny i czyszczenie z piaskowaniem
(póki zęby jeszcze własne i jakoś się trzymają)
dermatolog
usg ginekologiczne
mammografia

a! i jeszcze chirurg
nie, nie plastyczny
taki normalny
bo jedno znamię trzeba wyciąć
- jak zawyrokował dermatolog -
i wysłać do badania histopatologicznego

usg nie wyszło zbyt dobrze
przerost endometrium

no tak, z przerostem to dłuższa historia

czasem chcę przerosnąć samą siebie
- całkiem niepotrzebnie

z drugiej strony pilnuję, żeby ego nie było zbyt przerośnięte
- bo takie w sam raz w zupełności wystarcza

na przerost ambicji też uważam
(dzięki, Fil, za przypomnienie)

nie miałam pojęcia,
że muszę jeszcze mieć oko na endometrium

i w ogóle to wszystko trochę mnie przerasta

i cały czas nie mogę się zdecydować,
czy biorąc pod uwagę te wszystkie wizyty lekarskie
- czuję się stara, czy raczej zadbana...

badając się regularnie, dbam przecież o siebie
a że przy okazji wychodzą przy tym różne zaniedbania,
to inna sprawa

a może to po prostu jakiś kryzys?
na przykład wieku średniego?
skąd wiadomo, kiedy następuje?
może to już?

(z jednej strony jestem już po czterdziestce
a z drugiej strony Jula i Zuzia urodziły się dopiero 5 lat temu
i przez to nadal czuję się jak młoda matka)

ludzie z okazji takiego kryzysu robią różne rzeczy

ja na przykład poszłam na studia
- taka bezpieczna opcja
a do tego jaka ciekawa!

no i ma to bezpośrednie przełożenie na Krzyśka,
który wprawdzie nie ma póki co żadnego kryzysu
(czasem jest tylko niewyspany)
ale biorąc pod uwagę to, że faceci w pewnym momencie życia
wymieniają samochód oraz żonę na nowsze modele
to może w naszym przypadku nie będzie to jednak konieczne
- mój mąż samochód ma całkiem niezły
a do tego - jakby nie było - sypia ze studentką ;)

mówią, że starość - nie radość
a ja czuję, że to jak najbardziej może być radość
i że da się ją usłyszeć

tylko nie można zbytnio zwracać uwagi na strzykanie w kościach ;)

czego życzę sobie
i każdemu, kto też sobie tego życzy

Rys. Mirosław Stankiewicz (źródło: kuku.pl)
PS. Pisząc to, patrzę sobie na zdjęcia mojej koleżanki z roku
Julita jeździ na wózku
jest chora na dystrofię mięśniową

ja tu siedzę i jęczę, że jestem stara
(i jeszcze że pada śnieg)

a Julita jest w podróży po Indonezji

jeszcze dziś postanowiłam zrewidować swoje podejście do życia
Julita, dzięki za inspirację ;)

Julita inspiruje tutaj (klik), tutaj (klik)  i tutaj (klik)