sobota, 31 grudnia 2016

2016, jesteś skończony

nie wiem, jak inni
ale ja osobiście cieszę się,
że ten rok się kończy

nie będę wdawać się w szczegóły
po prostu
mam nadzieję, że 2017
przyniesie dużo dobrego
albo jeszcze więcej ;)

wczoraj napisała do mnie moja siostra (stryjeczna) Basia:
'coś dawno nie pisałaś na swoim blogu'

na co odpisałam zgodnie z prawdą:
'tak, wiem
ostatnio prowadzę głównie wewnętrzne monologi'

na co Basia:
'trzeba czasem porozmawiać z kimś inteligentnym' ;)

rozbawiła mnie z samego rana
czego wczoraj bardzo potrzebowałam
jako że na wietrzenie kątów nam się zebrało

pomyśleliśmy z Krzyśkiem
że przed końcem roku warto różne przestrzenie wyczyścić
no i czyściliśmy
a wiadomo, że kiedy czasem coś przyschnie
to łatwo wcale nie jest

kilka dni temu śnił mi się huragan
trzy trąby powietrzne tańczyły wokół naszego domu
który w tym śnie
był drewnianą chatynką
ściany drżały od tego huraganu
i bałam się śmiertelnie
aż w końcu wszystko ucichło
a ja poczułam się silniejsza
przeżyłam

a skoro przeżyłam trzy trąby powietrzne
to i z innymi rzeczami sobie w życiu poradzę ;)
w końcu taka trąba to nie w kij dmuchał
a trzy to już w ogóle ;)

dziś zatem na niebie spodziewam się co najmniej tęczy
no ewentualnie wystarczą fajerwerki
co to nocne niebo rozświetlą o północy
(ja nie strzelam, zawsze to trochę strachu mniej
dla biednych zwierzaków)

a dziś w nocy śniło mi się, że Krzysiek umarł
i ja w tym śnie myślałam sobie:
dlaczego nie kochaliśmy się częściej, więcej
a zaraz po tym - nadal we śnie -
powiedziałam do siebie:
kobieto! ogarnij się!
chłop ci umarł, a ty o seksie myślisz!

co to za sen w ogóle przed sylwestrem - ja się pytam

tak mi ulżyło, kiedy obudziłam się nad ranem
i kiedy dotarło do mnie, że to tylko sen

dawno, dawno temu usłyszałam, że jeśli śni mi się, że ktoś umrze
to znaczy, że ten ktoś będzie długo żył

kiedy miałam kilka lat śniło mi się, że mój tata umarł
strasznie się spłakałam
i moja mama długo nie mogła mnie uspokoić
i chyba wtedy usłyszałam (być może od niej)
żeby się nie bać, bo będzie dokładnie odwrotnie

może to i było tylko takie wytłumaczenie dla dziecka,
żeby już nie płakało
ale mój tata za kilka dni skończy 85 lat,
więc może jednak coś w tym jest ;)

Jula z Zuzią mają ostatnio fazę lęku przed śmiercią
ten lęk pojawia się w życiu ludzkim w różnych okresach życia
dzieci nie wyłączając
więc lęk moich córek nie martwi mnie jakoś bardzo
tylko chciałabym im przekazać w możliwie najdelikatniejszy sposób
to, w co sama wierzę
że ciało jest domem dla duszy
a dusza nigdy nie umiera
i takie tam duchowe sprawy
co to rozmawiamy o nich - jak twierdzi Piotrek - non stop :-D

niestety z moich ambitnych planów nic nie wyszło
bo całkiem niedawno sytuacja była taka
że  musiałam zupełnie inaczej pokierować naszą rozmową o życiu wiecznym

otóż Jula i Zuzia siedziały na łóżku w naszej sypialni
bawiły się lalkami
ja czytałam coś przy biurku (które stoi w sypialni
bo nigdzie indziej nie pasowało)

i nie, że od słowa do słowa
żadne takie
TO przyszło nagle

w jednej chwili lalki rozmawiały ze sobą w najlepsze
a chwilę później Zuzia zapytała:
- czy w grobie jest jedzenie i picie?

yyy...???

- nie, Zuziu, w grobie nie ma jedzenia i picia
bo w grobie nikt tego nie potrzebuje

bardzo szybko pożałowałam mojej szczerości

wiedziałam, że podkówka na buzi Zuzi nie wróży niczego dobrego
a podkówka połączona z dźwiękiem to już w ogóle...

- JAAA NIEEE CHCEEĘ LEŻEĆ W GROBIE BEZ JEDZEEENIA I BEZ PICIAAA...
zawodziła Zuzia

Jula popatrzyła na nią i dopytała:
- a czy w grobie jest światło?

cholera, że też się nie ugryzłam w język
mogłam przecież powiedzieć, że tam jest całkiem widno
ale nie
brnęłam niemądrze w tę głupią prawdomówność

zatem Jula już bez fazy podkówki dołączyła do wycia Zuzi:

- JAAA NIEEE CHCEEĘ TAM SIEEEDZIEEEĆ PO CIEEEMKU I BEZ CIEEEBIEEE
BĘDĘ ZA TOBĄ TEEĘSKNIĆ...

one dwie i ja jedna

byłam zrozpaczona

wiem, postąpiłam trochę niemądrze
ale naprawdę nie miałam wyjścia

kiedyś to wyprostuję
ale póki co
Jula i Zuzia dały się przekonać,
że nigdy, przenigdy i na zawsze
nie będą musiały leżeć w grobie
i że nigdy, przenigdy i na zawsze nie umrą

i mam gdzieś to, że skłamałam

co jakiś czas Zuzia przychodzi do mnie
i patrząc na mnie
tymi swoimi wielkimi pięknymi brązowymi oczami
pyta:
- ale nigdy, przenigdy i na zawsze?

a ja za każdym razem odpowiadam:
- nigdy, przenigdy i na zawsze, Zuziu

chwilowo nasze córki są nieśmiertelne

wszystkim nam życzę w Nowym Roku
równie fajnych supermocy :)


PS. no i jeszcze dużo miłości

póki żyjemy
kochajmy się <3

z kalendarza 2017 Andrzeja Tylkowskiego