środa, 17 stycznia 2018

"Czwarta nad ranem...

...może sen przyjdzie (...)"

te słowa piosenki Starego Dobrego Małżeństwa
okazały się prorocze dzisiejszej nocy

o czwartej nad ranem obudził mnie wyśniony chwilę wcześniej sen

obudził dość skutecznie
trudno bowiem głośno się śmiać i spać jednocześnie
ja przynajmniej tego jeszcze nie potrafię

wygląda na to, że abstrakcyjne sny przychodzą do mnie wraz z pierwszym śniegiem
nie pamiętam, czy obecny śnieg jest pierwszy
z pewnością jednak jest to pierwszy w miarę porządny śnieg tej zimy

ale do brzegu, Maryśka, do brzegu :)

śniła mi się Marcia
moja Marcia z Anglii

w moim śnie różne osoby zwracały się do Niej: Miss Martha

tak, tak, bowiem w moim śnie okazało się,
że Marcia dorabia sobie w życiu jako aktorka w Bollywood!
miała na sobie przepiękne sari, które przywiózł Jej mąż
i całe mnóstwo ludzi pchało się do Niej po autograf
bo wielką gwiazdą Bollywood była

ja też czekałam cierpliwie w kolejce

a kiedy już mogłam podejść i porozmawiać
okazało się, że Miss Martha będzie teraz właśnie udzielać wywiadu
jakiemuś dziennikarzowi z Vivy

no trudno, pomyślałam. zaczekam ile trzeba będzie

pan dziennikarz rozsiadł się wygodnie w fotelu
naprzeciwko usiadła Marcia
przepraszam, Miss Martha

wtedy pomyślałam, że przynajmniej zrobię im zdjęcie
i może wrzucę na fb, albo na insta

usiłowałam zrobić zdjęcie
ale za nic nie mogłam odpowiednio wykadrować

w końcu udało mi się porozmawiać z Miss Marthą
ale przez chwilę, bo była zajęta
zdążyła mi tylko powiedzieć, że niedługo przylatuje do Polski
bo bardzo potrzebne jest jej futro z działki.
- masz działkę w Polsce? I masz futro??? - zapytałam
- tak, mam działkę w Konstancinie - odparła Miss Martha
- czemu masz działkę w Konstancinie - znów spytałam
- bo tam rośnie mój krzew porzeczki...

tu sen się urwał

i wtedy się obudziłam
no

widocznie moja nieświadomość
nie udźwignęła aż tylu niedorzeczności w jednym śnie ;)

szkoda, że nie udało mi się zrobić tego zdjęcia

z drugiej strony - nic nie szkodzi
bo fb i instagram podobno i tak tną zasięgi
- cokolwiek to znaczy ;)

poza tym nawet gdybym zdjęcie zrobiła
to i tak nie ma pewności,
że umiałabym je zamieścić tam, gdzie chciałam

i tu historia krótka z wczorajszego wieczoru

leżymy już z Julką i Zuzią w łóżku
(śpimy razem, bo Krzysiek z chłopakami wyjechali na tydzień w góry)
czytamy książkę

i dzwoni Krzysiek
z tych gór
przez messengera

odbieram, gadamy
cieszymy się, że możemy się zobaczyć
po czym Krzysiek włącza jakieś filtry w kamerze
i raz ma - ni stąd ni zowąd - futrzaną czapkę na głowie
innym razem jakieś okulary
innym znów razem buzię ma tak dziwnie zmienioną,
że zanosimy się z dziewczynami ze śmiechu

zatem śmichy chichy odchodzą w najlepsze
ale z drugiej strony późno już
rano Jula i Zuzia idą do przedszkola
więc kończymy sesję audio-wideo i idziemy spać

przed snem zrobiłyśmy sobie jeszcze z Zuzią jedno z tych udawanych zdjęć
co to się filtry różne wybiera
mówię - wyślemy tacie
no i wysłałam
wcisnęłam strzałkę święcie przekonana, że zdjęcie poleci do Krzyśka

rano patrzę, a tu powiadomienie:
'twoją relację zobaczyło ileśtamnaście osób'

?????????????????????

jaką relację - myślę w panice
boszzz... pewnie lunatykowałam i opublikowałam przez sen jakieś niewiadomoco...

a nie, spoko, to tylko to zdjęcie z Zuzią

nie wysłałam do Krzyśka, tylko opublikowałam jako relację...

tja...

i ja się wybieram za tydzień na kolokwium ze statystyki zaawansowanej
a nawet podstaw mediów społecznościowych nie ogarniam... ;)

skoro nam tak dobrze poszło z tą relacją, to może dziś wieczorem znów poćwiczymy :)
w końcu relacje to bardzo ważna rzecz jest ;)