Zasmarkana, z gilem do pasa i z opuchniętymi od płaczu oczami
- w takim stanie przyjechałam do Warszawy
Był lipiec 1997
- w takim stanie przyjechałam do Warszawy
Był lipiec 1997
...czyli nieco chaosu, subiektywne rozmaitości i inne ekshibicjonistyczne zapiski, które nie zmieściłyby się na pudełku od zapałek