niedziela, 20 lipca 2014

Północnie

Chodzę i się lepię. I poruszam się trzy razy wolniej niż zazwyczaj.
Wczoraj odwiozłam Agatkę (Kakuś - mówią dziewczyny).
I przyjechała Ewczi - Ewa - mama Agatki (ciociu Eło - woła Zuzia)
Jutro jedziemy do Zgierza. Ciocia Magdalena zaprosiła nas na imieninowy obiad.
Prezent zakupiony: krem i książka.
Przy okazji nabyłam sobie kilka odcieni niebieskiego lakieru do paznokci.
Znalazłam śliczny granatowy. Taki atramentowy. Lekko połyskujący.
Kiedyś uwielbiałam. I fiolet.

Krzysiek upiekł chleb - pięknie się przypochlebił ;)
Sam zrobił zakwas. Z mąki razowej i wody.
Ja tylko zmieliłam orzechy, dorzuciłam siemię lniane, pestki słonecznika i dyni.
Absolutne niebo w gębie.

Dochodzi północ. Padam z nóg. Dosłownie. Słaniam się na nogach ze zmęczenia.
Po szeregu prań załadowanych, wyjętych, powieszonych, złożonych.
Marzę już tylko o tym, żeby pójść spać.
Zeszyt z listem do Ann - pod stosem książek przy łóżku. Zakurzonych...
Myślę sobie / łudzę się, że od września będzie mi trochę łatwiej.
Chłopcy w szkole, dziewczynki w przedszkolu.
Kawałek dnia będzie tylko mój. Can't wait

Dobranoc :)