czwartek, 26 stycznia 2017

O psychoterapii słów kilka

ilość prac i projektów przeróżnych w tym semestrze
trochę mnie przytłoczyła

co nie zmienia faktu
że tematy są dla mnie niezmiennie ciekawe
niemal wszystkie

zaobserwowałam nawet
że czuję ekscytację na myśl o zbliżającej się sesji

nie żebym się nie stresowała egzaminami
stresuję się
nawet bardzo

ale też i cieszę
- choć nie wykluczam, że to rodzaj jakiegoś zaburzenia ;)

wreszcie znalazłam coś co mnie naprawdę interesuje
i w końcu wiem z całą pewnością
co chcę robić w życiu - kiedy już dorosnę ;)

i pomyślałam, że to jest dobry moment
żeby podzielić się moimi przemyśleniami w tym temacie

bo psychoterapeutą można zostać stosunkowo łatwo
niestety łatwo też zboczyć z etycznej ścieżki tego zawodu

doświadczyłam w moim życiu różnych terapii

kilka razy doszłam do ściany
i sięgnęłam po profesjonalną pomoc
żeby jakoś ruszyć z miejsca, pójść do przodu
- po to w końcu idzie się do psychoterapeuty

i za każdym razem (no, prawie za każdym)
wiedziałam, że to była dobra decyzja
że warto czasem odłożyć na bok przekonanie
pod tytułem: 'sama sobie ze wszystkim poradzę'

bo są w życiu sytuacje
w których owo 'wszystko' może okazać się zbyt dużym ciężarem

kiedy świat wali się na głowę
bycie przysłowiową Zosią - samosią
może przerastać

mnie to przerosło
nie raz i nie dwa...

są osoby, które idą przez życie
bez tak zwanego 'rozkminiania'
i bez rozkładania na czynniki pierwsze
tego, co się wydarza

ja do nich nie należę,
choć być może wtedy byłoby mi łatwiej

lubię zadawać sobie pytania
kim jestem
dokąd zmierzam
dlaczego jestem taka, jaka jestem
co powoduje, że zachowuję się tak, a nie inaczej
i lubię szukać odpowiedzi na te pytania
mimo, że niektóre z nich nie są dla mnie łatwe

wiedziałam, że studia, których się podjęłam
mogą uruchomić we mnie
różne procesy dotyczące trudnych, nieprzepracowanych historii

i dokładnie tak się stało
chociaż wcześniej myślałam sobie:
co też takiego może mi się 'odkleić'
po tylu różnych terapiach...

pod koniec pierwszego semestru
jeden z wykładów
'rozwalił' mnie dokumentnie

nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje
wykład kończył się o 16tej

tuż przed zakończeniem zajęć
łzy jak grochy spływały mi po policzkach

a ja nie wiedziałam, dlaczego

płakałam jadąc do domu
i ryczałam tak do północy

myślałam: może to hormony...

w nocy nie mogłam spać
i ponieważ nie wymyśliłam
co też takiego mogło się wydarzyć
postanowiłam to sprawdzić

prowadząca zajęcia podała mi kontakt do psychoterapeutki
specjalistki z wieloletnim doświadczeniem
w pracy z traumą

no nie, kolejna terapia - pomyślałam
ileż można...

wydawało mi się, że do tej pory przerobiłam już wszystkie bolesne sprawy
które we mnie zalegały

jednak nie

jakież było moje zaskoczenie
kiedy okazało się
że kilka pierwszych spotkań
trzeba poświęcić na przepracowanie efektów poprzedniej terapii,
w której byłam kilka lat temu

ale jak to?
przecież wtedy też zwróciłam się do profesjonalnej psychoterapeutki?
a przynajmniej byłam o tym przekonana
na ścianie w poczekalni wisiały certyfikaty
zaświadczające o jej kompetencjach

poleciła mi ją moja przyjaciółka,
która również korzystała z jej pomocy

psychoterapeutka, o której piszę
swoją praktykę prowadzi od lat
i od lat codziennie przyjmuje osoby
które zwracają się do niej po pomoc

jak to możliwe,
że ta terapia okazała się dla mnie większą traumą
niż trudności, których doświadczałam?

idąc do Barbary S.
myślałam na swój temat bardzo źle
zgłosiłam się do niej, bo chciałam to zmienić

jednak zamiast profesjonalnej pomocy i wsparcia
usłyszałam rzeczy, które utwierdziły mnie
w moim poczuciu i tak już niskiej wartości
i strąciły na jeszcze głębsze dno

nie będę wdawała się w osobiste szczegóły
bo chociaż jest to blog bardzo osobisty
to jednak pewne intymne aspekty zachowam dla siebie

w wielkim skrócie:
od B.S. dowiedziałam się
że nie kocham moich dzieci (co jest - rzecz jasna - nieprawdą)
że kobiety w mojej rodzinie nie kochają swoich dzieci
i że jest to najgłębiej skrywana tajemnica każdej z kobiet
(nadmierne generalizowanie i również nieprawda)
że robię coś tak, a powinnam całkiem inaczej
(psychoterapeuta nie udziela rad i nie ocenia)
że nie umiem sama rozwiązać swoich problemów,
a powinnam, bo przecież wystarczyłoby...
- i tu wymienionych kilka 'złotych' rad

nic, tylko brać i wcielać w życie...
- czyli zamiast zawracać głowę psychoterapeucie
ludzie sami powinni radzić sobie ze swoimi problemami...

podobne 'budujące' treści znalazły się na czterdziestu stronach A4,
które B.S. zapisała odręcznie
na podstawie wywiadu ze mną
i które dostałam do samodzielnego przeczytania w domu

na tych czterdziestu stronach
nie znalazło się nic pozytywnego o mnie, o moim życiu

byłam wtedy w tak kiepskim stanie psychicznym,
że uwierzyłam w te wszystkie herezje
i uznałam je za prawdziwe

gdzieś z tyłu głowy pojawiały się czasem wątpliwości,
ale chwilę później rozwiewałam je myślą,
że przecież jestem w dobrych rękach
i że na pewno nie mam racji
bo psychoterapeutka wie lepiej
w końcu jest specjalistką od tych spraw

to cud, że po tym, co przeczytałam na swój temat
nie wylogowałam się z życia

całkiem niedawno miałam zajęcia z etyki zawodu psychologa / psychoterapeuty
i reszta porozrzucanych puzzli złożyła mi się w logiczną całość

dobry psychoterapeuta
zamiast ufać sobie bezwarunkowo
poddaje się superwizji
sprawdza, czy to, co wie (lub myśli, że wie)
może być zgodne z prawdą
i sprawdza to z superwizorem
czyli z doświadczoną osobą, która jest w stanie zobaczyć daną osobę, sytuację
z jeszcze innej perspektywy

z tego, co mi wiadomo
B.S. nie superwizuje się od lat
co jest nieetyczne i może być bardzo niebezpieczne
(o czym sama boleśnie się przekonałam)
głównie dla osób, które są u niej w terapii

w rozmowie ze znajomą,
B.S. przyznała, że certyfikat, który wisi w poczekalni jej gabinetu
skopiowała tak, aby ukryć datę jego ważności

od innej psychoterapeutki Gestalt wiem,
że certyfikat upoważniający do pracy w tym nurcie psychoterapii
wystawiany jest na dwa lata

po dwóch latach konieczna jest superwizja
i na tej podstawie psychoterapeuta
uzyskuje (lub nie) certyfikat na kolejne dwa lata

prowadzenie psychoterapii Gestalt bez spełnienia tych warunków
jest nieetyczne

to jak prowadzenie operacji na otwartym sercu, czy raczej mózgu
bez potrzebnych kwalifikacji
'na czuja'

Komisja Etyki Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Gestalt,
do której napisałam w tej sprawie
tak naprawdę chyba nic nie może zrobić
jako że nadal nie mamy w Polsce
ustawy o zawodzie psychologa / psychoterapeuty

dostałam od nich odpowiedź następującej treści:

'Pani Mario, sprawa jest poważna. Dziękuję, że Pani do nas napisała.
Na tym polega rola Towarzystwa, na dbaniu o jakość i standardy psychoterapii Gestalt w Polsce.
To, co Pani opisuje jest niedopuszczalne, szczególnie praca bez superwizji.
Praca pod superwizją jest podstawowym warunkiem merytorycznym i etycznym pracy terapeuty. Zapewniam Panią, że zajmiemy się tą sprawą. Z mojej strony jest mi przykro z powodu Pani doświadczenia. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego'.

nie wiem, czy rzeczywiście PTPG zajęło się tym
nie mam na ten temat informacji

o całej sprawie powiadomiłam również samą zainteresowaną
która bardzo szybko odpisała mi w kilku słowach

że w związku z tym, że jej praca mi zaszkodziła, to nie wie, co powiedzieć
że przeproszenie wydaje się być zbyt trywialne
zaproponowała zwrot kosztów
z racji tego, że pozostałe straty są przez nią już chyba nie do odrobienia
i że pewnie bym tego nie chciała

rzeczywiście, nie chciałabym...
(kwestię ewentualnego odszkodowania pozostawiam otwartą)

ustawa o zawodzie psychologa / psychoterapeuty
leży niepodpisana w sejmie od ponad dwudziestu lat

czyli - jak mawia Ev - co zrobisz, jak nic nie zrobisz

no i rzeczywiście

nie mam wpływu na to, że B.S. nadal prowadzi psychoterapię
i nie superwizuje swojej pracy

godzinna sesja kosztuje u niej
więcej niż u psychoterapeuty, który ma ważny certyfikat,
regularnie się szkoli i korzysta z superwizji

lista psychoterapeutów Gestalt z ważnym certyfikatem
dostępna jest na stronie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Gestalt
B.S. na tej liście nie ma
chociaż z informacji na jej stronie internetowej wynika co innego

czemu wtedy tego nie sprawdziłam?

bo kiedy idę do lekarza, nie proszę go o pokazanie aktualnych dokumentów
zaświadczających, że posiada prawo do wykonywania tego zawodu
zakładam, że je posiada i że wie co robi

idąc wtedy na psychoterapię
nawet przez myśl mi nie przeszło
że psychoterapeutka polecona mi przez przyjaciółkę
może działać nieetycznie
i że w takim stopniu odbije się to na moim zdrowiu psychicznym

na podstawie moich doświadczeń dodam,
że w trakcie psychoterapii B.S. wciela się w rolę nieomylnego guru
który stwierdza fakty (jak twierdzi - ma 'wglądy')
miesza psychoterapię z filozofią buddyjską
kilkakrotnie filozofia buddyjska była mi sugerowana
wręcz narzucana jako jedyna słuszna droga
(mieszanie psychoterapii i jakiejkolwiek filozofii, czy religii jest niedopuszczalne)

długo można by wyliczać
błędy merytoryczne - generalizowanie,
nieznajomość faz rozwojowych człowieka
(zdaniem B.S. czteroletnie dziecko powinno już umieć przyjąć
perspektywę drugiej osoby i wiedzieć, jak ona się poczuje w danej sytuacji)
mylenie faktów z przekonaniami
nadinterpretacja
obraźliwe sformułowania, etykietowanie...
psychoterapia osób, z którymi pozostaje się w relacjach rodzinnych
i/lub towarzyskich
prowadzenie psychoterapii innej terapeutki
która jednocześnie się u niej superwizuje
co jest jeszcze wyższym poziomem abstrakcji
jako że B.S. sama nie superwizuje się od lat

to nie powinno się dziać w psychoterapii

ale wydarzyło się
i być może dzieje się nadal

choć nie wykluczam, że mogą być osoby,
dla których psychoterapia u B.S.
była lub jest pozytywnym doświadczeniem

w moim przypadku przykre i krzywdzące oddziaływania
zagłuszyły jakiekolwiek pozytywne aspekty,
które mogłyby być dobrym punktem wyjścia
do udzielenia dalszego wsparcia

zakładam, że B.S. nie miała względem mnie złych intencji
prawdopodobnie wystarczyłoby
żeby regularnie korzystała z superwizji

możliwe, że nie doszłoby wtedy do tych wszystkich nieetycznych działań,
których dotkliwie doświadczyłam na własnej duszy, sercu i emocjach

napisałam o tym, bo tylko tyle mogę zrobić
przemilczenie byłoby cichym przyzwoleniem na to, na co nie mam w sobie zgody

być może przeczyta to ktoś, kto był, jest lub rozważa bycie klientem B.S.

warto być uważnym
i nie ufać bezgranicznie komuś, tylko dlatego,
że podaje się za specjalistę

i tak to tutaj zostawię...