środa, 19 listopada 2014

Co tam aura za oknem

Pogoda - jaka jest - każdy widzi
ale od poniedziałku
w ogóle tego nie zauważam,
choć dopiero teraz mam czas,
żeby o tym napisać

W poniedziałek rozmawiałam z Marcią
moją londyńską
i...
POWIEDZIAŁA, ŻE PRZYLECI DO MNIE
NA KILKA DNI :))))))
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!
Wszystko we mnie tak śpiewa i tańczy
że można zwariować ze szczęścia :)
ledwie mogę usiedzieć na miejscu
(i dlatego zaraz jadę na trening,
żeby jakoś poradzić sobie
z tym nadmiarem energii
roztańczonej we mnie ;)

Jupppiii :)
To mój najlepszy prezent na 41. urodziny :)

Od poniedziałku buzia nie przestaje mi się uśmiechać :)

Pisałam tu już o Marci

Kiedy była w Polsce ostatnio
puszczałyśmy w niebo lampiony
(to nic, że przy słupach wysokiego napięcia ;)

Macia jakiś czas temu dołączyła
do babskich wakacji,
na które wcześniej wyjeżdżałam z Madziare
Cztery lata temu pojechałyśmy we trzy do Włoch
Samochodem
Ja prowadziłam
Byłam w końcówce trzeciego miesiąca ciąży z Julą i Zuzią
i czułam się chyba całkiem nieźle,
skoro przetrwałam 1700 km drogi w jedną i drugą stronę
no i jeszcze jazda tam, na miejscu
To dopiero była jazda
GPS spisał się na medal
dźwięcznym głosem Krzysia Hołowczyca
prowadząc nas zawsze do celu, 
nie licząc drobnej wpadki na samym początku,
kiedy to z Warszawy zamiast do Niemiec,
skierował nas do... Paryża
Nie mam pojęcia, jak to się stało,
ale ustawienia z poprzedniego dnia
jakoś całkiem się poprzestawiały
Grunt, że zorientowałyśmy się już w Warszawie,
a nie pod wieżą Eiffla ;)
Czasem okazywało się, że z lewego pasa
mamy skręcić nagle w prawo (lub odwrotnie)
ale nawet wtedy nie było problemu
wystarczyło, że zaczęłyśmy wymachiwać rękoma do kierowców
(uśmiechając się przy tym i robiąc oczy kota ze Shreka)
a ja dodatkowo im tłumaczyłam:
sori, ajm pregnent
- czego z pewnością nie słyszeli, no bo jak?
ale co tam
i wpuszczali nas za każdym razem.

Do Polski wróciłyśmy całe, zdrowe i przeszczęśliwe
A samochód nie ma nawet najmniejszego draśnięcia,
co - jeśli chodzi o Włochy - jest podobno nie lada osiągnięciem ;)
(Marzena, rzeczywiście jest aż tak?
mieszkasz tam od lat, to wiesz najlepiej :)

Boszzz... zapomniałabym o najważniejszym
Madziare by mi tego nie darowała
Pojechałyśmy do Włoch
(a nie jak zwykle do Grecji)
bo w Turynie był koncert U2!
I było bosko :)

Marcia i Madziare przed koncertem
Z Marcią na tle magicznego pająka ;)
Mieszkałyśmy w hotelu w Genui
blisko morza
Lato i ciepłe morze - uwielbiam
Jeździłyśmy tam, dokąd akurat miałyśmy ochotę pojechać
Oczywiście oprócz dnia, w którym był koncert
Tego dnia Madziare dopilnowała, żebyśmy wyjechały o czasie
i żebyśmy się na pewno nie spóźniły
W końcu chodziło o koncert U2!!!
A Madziare i U2... - wiadomo
praktycznie Madziare jest drugą żoną Bono
a może nawet już pierwszą,
ale nie jestem pewna,
bo dawno się nie widziałyśmy
W piątek idziemy razem na koncert Julii Marcell do Stodoły
- wtedy sprawdzę, jak się sprawy mają ;)

Zabytek klasy 0
Bilet z koncertu zostawiłam na pamiątkę
nazwa sektora, w którym siedziałyśmy,
nieustannie powodowała u nas głupawkę ;)
To akurat nic nadzwyczajnego
Będąc ze sobą, głupawka właściwie nas nie opuszczała

Albo taka sytuacja:
siedzimy sobie w pokoju hotelowym
już po powrocie z plaży
Madziare leży na łóżku i czyta
to znaczy usiłuje czytać,
bo przecież śmiejemy się cały czas,
co rozprasza w trakcie różnych czynności
(nie tylko w czasie czytania)
Marcia coś tam robi przy paznokciach
i mówi do mnie:
- słuchaj, zaraz będzie tu dzwonił Arshad (mąż Marci)
Odbierz, proszę Cię i pogadaj z nim chwilę,
a ja przejmę słuchawkę, kiedy skończę
- ok - mówię. Z Arshadem znamy się od lat,
więc żaden problem
zwłaszcza, że poczucie humoru mamy podobne ;)

Za chwilę rzeczywiście dzwoni telefon
Odbieram i uwodzicielskim (na tyle, na ile potrafię) głosem
mówię (przeciągając sylaby):
- helou you, this is Marija speaking. How are you today, mister? Are you ok?
- hmmm... I'm perfectly fine, thank you
No to ciągnę tę grę dalej. W końcu Marcia siedzi obok mnie
i widzi, że sobie z jej mężem tylko żartuję ;)
- Are you hot Italian guy? - pytam i chcę dodać,
że Marcia tylko z takim będzie rozmawiać,
ale w tym momencie słyszę w słuchawce po chwili ciszy:
- well, I'm not sure, but I have a phone call for you...
shall I put you through?...

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!

To był facet z recepcji!!!
A ja myślałam, że to Arshad

ze śmiechu nie mogłyśmy wydusić słowa,
kiedy już facet przełączył nam prawdziwego Arshada ;)

Planowałam w kolejnych dniach
wychodzić z hotelu schodami pożarowymi,
ale w końcu pomyślałam sobie,
że przecież nie wiadomo,
która z nas to Marija ;D

Tak się cieszę Marciu,
że niedługo przylatujesz <3