poniedziałek, 16 lutego 2015

Wiosna prawie

U nas za oknem
wypisz, wymaluj - przedwiośnie
słońce daje czadu
i cieplej jakby trochę...

a ja zapadam w resztki zimowego snu
pewnie, żeby w wiosnę nie wejść
z jakimiś zaległościami w tym temacie
(jakby się dało wyspać na zapas)

śpię ile wlezie
a raczej ile się da

a oprócz tego
uwikłałam się trochę...
a nawet bardzo
w sprawy niejakiego Teodora Szackiego
i każdą wolną chwilę kradnę,
żeby jeszcze kilka stron,
kilka linijek,
choćby jeden akapit do przodu

jeśli zaś chwila zajęta,
to uwalniam ją
od tej zajętości
na rzecz czytania
robota przecież nie zając - nie ucieknie ;)

Krzyś upiekł chleb
(chleba naszego, powszedniego... )
niby nic nowego,
wypieka pyszne chleby od dawna już
- można tak powiedzieć
ale tym razem
poziom Master osiągnął
w pieczeniu chleba pszennego
z niewielką domieszką mąki żytniej

studiował biblię chlebową, studiował
i wystudiował

człowiek je kromkę takiego chleba z masłem
i wierzyć się nie chce,
że COŚ TAKIEGO powstaje z wymieszania
wody, mąki i odrobiny soli
żadnych konserwantów
żadnych ulepszaczy
cud - miód
i chleb
i Mąż :)

rzeczona biblia chlebowa:


rzeczony chleb:



rzeczony Mąż:


uprzedzając ewentualne prośby / zapytania...

nie wypożyczam
i nie zamienię się :)

A teraz Państwo wybaczą...
prokurator Szacki na mnie czeka... ;)