czwartek, 7 stycznia 2016

Kilka przemyśleń z postanowieniami w tle i kolejne odrodziny

oj tam, od razu przemyśleń...
ot - kilka myśli przebiegło mi po głowie i tyle

no bo wiadomo, że Nowy Rok sprzyja najróżniejszym postanowieniom

no cóż - sprzyja, albo i nie sprzyja
- jako że z ich dotrzymywaniem różnie bywa
(przynajmniej u mnie)

jakiś czas temu postanowiłam,
że moim jedynym noworocznym postanowieniem
będzie brak jakichkolwiek postanowień,
co też nie jest dobre,
bo kiedy już ma się ich kilka,
a następnie żadnego nie dotrzyma,
to przynajmniej można sobie powiedzieć:
ha! jestem konsekwentna (to przecież dobra cecha)

a to, że konsekwencja dotyczy głównie łamania noworocznych postanowień
zawsze można ująć drobnym drukiem ;)

w nowym roku (tym najnowszym, czyli teraz)
postanowiłam nie odkładać rzeczy na później
(drobnym drukiem: aż tak bardzo)

i żeby nie być gołosłowną
wreszcie użyłam naszej wyciskarki do soków,
którą kupiliśmy,
żeby robić zdrowe soki i koktajle
a której użycie odkładałam,
ponieważ jej budowa wydawała mi się na tyle złożona,
że postanowiłam też przeczytać instrukcję obsługi,
co z kolei cały proces inicjacji wydłużyło,
no bo tyle czytania
i ta wyciskarka ma tyle różnych części,
że najlepiej, gdybym mogła mieć jakiś wolny tydzień
na ogarnięcie tego całego sprzętu,
a kto dziś ma tydzień czasu
tylko na to, żeby nauczyć się posługiwać wyciskarką
(uprzedzając pytania - jako dziecko miałam dość jasne włosy,
dopiero później mi ściemniały ;)

przeważnie nie czytam instrukcji obsługi

(Krzysiek powiedziałby raczej, że nigdy,
ale osobiście uważam,
że niekoniecznie trzeba być aż tak radykalnym
w wyrażaniu swoich opinii ;)

niestety to, że jestem w tym konsekwentna
nie zawsze ma pożądane i dobre skutki

no w każdym razie teraz mogę z czystym sumieniem napisać,
że to już mnie nie dotyczy,
bo przeczytałam instrukcję obsługi wyciskarki
od deski do deski
- całe dwie strony! (taaa daaam)
i użyłam tejże wyciskarki również

zrobiłam sok z jabłek i mango
pychota

oto czynności, które wykonałam:
  • przeczytałam instrukcję
  • umyłam wyciskarkę (oczywiście tylko te części, które można myć) 
  • złożyłam ją (zgodnie z instrukcją, którą przeczytałam :)
  • zrobiłam sok
  • umyłam wyciskarkę (nadal tylko te części, które można myć)
  • i odłożyłam ją do spiżarni
okazało się, że wcale nie potrzebowałam na to tygodnia
wystarczyło pół godziny

piszę to głównie po to,
żeby samej sobie uświadomić,
że często różne sprawy urastają w mojej głowie do rangi Mount Everestu,
podczas, kiedy tak naprawdę to zaledwie pagórki
i wystarczy tylko zacząć działać, nadać czemuś bieg
a rzeczy się dzieją, toczą, płyną (jak tam kto chce - albo nie chce)

i chyba tylko takie mam postanowienie na ten rok
mniej analizować i dywagować,
więcej działać

no i nie odkładać rzeczy na później
- aż tak bardzo*

*zapomniałam dodać, że wyciskarkę kupiliśmy w ubiegłym roku
(bodaj w czerwcu...)

Maria Prokrastynacja Jakubczak
pilnie potrzebowała kupić wyciskarkę
a kiedy już ją kupiła
nie posiadała się z radości tak bardzo,
że dopiero po pół roku dała radę wreszcie jej użyć ;)


...i to był bardzo dobry zakup

zapewne na rynku pojawiły się już nowsze modele
być może nawet ten nasz jest już wycofany z produkcji
(długo zwlekałam z rozpakowaniem,
kto wie, może w międzyczasie
ten typ zdążył już zawędrować do muzeum sprzętów AGD)
ale co tam
- póki działa, jest ok ;)

szklankę tego pysznego własnoręcznie wyciśniętego soku
wypiłam w toaście za samą siebie,
bo uświadomiłam sobie, że to jednak nie jest tak,
że konsekwentnie łamię wszystkie swoje postanowienia

właśnie stuknął mi (na zdrowie) mój trzeci bezalkoholowy rok :)
(o świętowaniu ubiegłorocznych odrodzin można przeczytać tutaj - klik)

no to teraz przydałby się rok bezjedzeniowy
albo przynajmniej mniejsłodyczowy

szkoda, że z jedzeniem nie da się tak radykalnie
hmmm... ciekawe, jak smakuje prana... ;)

niedawno doświadczyłam jadłowstrętu
(niestety krótkotrwałego)
ugotowałam brokuły i kiedy kończyłam jeść obiad
zobaczyłam leżącego na talerzu robaka
ugotował się biedaczek razem z brokułami
(no pewnie, że brokuły umyłam przed wrzuceniem do garnka,
musiał się skubaniec mocno przyssać)

Krzysiek powiedział, żebym nie przesadzała
i że to bardzo dobre źródło białka jest
i obecność robaka świadczy o tym, że brokuł był zdrowy,
bo takie robaki nie jedzą byle czego

no nie wiem...

mój jadłowstręt potrwał tylko do końca dnia
szkoda...

wiem, że jadłowstręt to nie jest temat do żartów
i bardzo współczuję tym, którzy zmagają się z tym problemem

jednak chroniczny i nadmierny brak jadłowstrętu to też poważny problem
tyle że w drugą stronę

w tej sytuacji
nie pozostaje mi nic innego
jak zadowolić się zwykłym umiarem
znaleźć ten mały punkt (złoty środek, jak zwał, tak zwał)
gdzieś pomiędzy niedoborem i nadmiarem
i tam utrzymywać balans
- a przynajmniej starać się do niego dążyć

- czego z całego serca sobie życzę :)
a tak mi się skojarzyło z tym robakiem w moich brokułach ;)
(źródło: Torbacz Wombat / fb)