wtorek, 27 marca 2018

Wczoraj...

wczoraj było mi bardzo, bardzo smutno
nie tylko wczoraj
od wielu dni smutek i lęk towarzyszą mi niemal nieustannie


to życie tak szybko się dzieje
i gaśnie też za szybko...

słyszałam o wypadku
Białka Tatrzańska
jakaś wielka, drewniana brama
wiatr
słaba konstrukcja

babcia i wnuczek
na nich brama się przewróciła

babcia zginęła na miejscu
chłopca helikopter zabrał do szpitala w Krakowie
kilka dni walki o życie
niestety...
walka przegrana...

a później dowiedziałam się, że ten chłopiec to Franek...

kolega Julki i Zuzi
trzy lata byli w tej samej grupie w przedszkolu

a Franek był jednym z ulubionych kolegów...

wczoraj byłam na pogrzebie
serce pękło mi na tysiąc kawałków

jak to możliwe, żeby w ogóle udźwignąć coś takiego...

Jula i Zuzia nie poszły na pogrzeb

namalowały laurkę - wiadomość dla Franka
i poprosiły, żebym dołączyła do kwiatów...

R.I.P. Franio...