poniedziałek, 18 maja 2015

Długa historia o krótkich wakacjach - część II

A oto ciąg dalszy historii przez Madziarę spisanej:


Po przeczytaniu powyższego doszłam do wniosku, że nie będę opisywać już tak szczegółowo,
tylko przejdę do konkretów, bo musiałabym napisać książkę...

Znalazłyśmy sobie kawałek plaży nieokupowany przez turystów, parasole i inne sprzęty,
oddalony nieco od wszystkiego - co pozwoliło mi się wykąpać w samych majtkach
w dodatku wywróconych na lewą stronę.

Miejsce wpadło mi w oko ze względu na niską frekwencję, ponieważ już od początku pobytu chodziła mi po głowie koncepcja zdjęciowa: kobieta mokra, częściowo w wodzie,
częściowo na piachu, w pozie niedbałej z miłym uśmiechem i piaskiem na twarzy.
Mari przyzwyczajona do podobnych pomysłów (Krzysiek też ma tę przypadłość)
postanowiła mi tego dnia zrobić zdjęcia.

Niestety fale były bardzo duże i za każdym razem, kiedy pstrykała zdjęcie,
albo coś we mnie waliło od tyłu, dzięki czemu miałam dziwny wyraz twarzy,
albo powracająca fala ściągała mnie w morze, mimo że próbowałam trzymać się piachu
pazurami i gołymi cyckami...

Obtarłam sobie brzuch i miałam naturalny peeling biustu oraz ból przepony ze śmiechu, ale Mari była dzielna i walnęła kilka pikczersów - na większości z nich wyglądam jak wielki biały wieloryb wyrzucony na brzeg. Dobrze, że żaden aktywista z Greenpeace się nie przypałętał, albo kuter wielorybniczy, bo miałabym problemy...

Wróciłyśmy jeszcze w to miejsce, żeby Mari mogła uskutecznić topless a w wodzie nawet
i bottomless, do czego i mnie namówiła. Bardzo dziwne i niesamowite uczucie wyzwolenia
i kompletnej bezbronności... niepokojąco przyjemne - zaczynam rozumieć naturystów, co nie oznacza, że zostanę jedną z nich.

Wykorzystałam drugą okazję na zrobienie Mari podobnych zdjęć - na jednym wygląda jak
Wenus z Milo ale z rękami i w okularach ;) Miała szczęście, bo fale były mniejsze i nie musiała wypełzać z morza jak brakujące ogniwo ewolucji. Oczywiście szanowny małżonek zażyczył sobie zdjęcie 'full monty', ale nie byłyśmy takie odważne. Później chciał szpagat w locie.
Mari stwierdziła, że nie ożenił się z rosyjską gimnastyczką i poszła szukać sznurka,
któremu można zrobić zdjęcie w locie ;)

Plaża była przyjemna, dopóki czytająca na stojąco i topless Mari nie zauważyła onanisty wśród wydm, który najwidoczniej bardzo cieszył się, że ją widzi przez lornetkę. Jakoś plaża straciła na uroku tym bardziej, że zaczęłyśmy podejrzewać każdego przechodzącego faceta o onanizm.
Plaży została nadana nazwa 'onan beach' ;)

Innego dnia pod parasolami niezasiedlonymi, gdzie usiadłyśmy na chwilę podczas spaceru, spotkałyśmy albańskiego staruszka, który interesu pilnował i chciał koniecznie z nami po rosyjsku gadać, ale my niestety zbytnio 'nie rozumieju', więc wcisnął nam po buteleczce smirnoff ice
i poszedł spać. Mari później podstępnie wcisnęła mu do śpiwora 5 euro, których nie chciał przyjąć
i w końcu i tak mi je wcisnął do stanika, kiedy spotkałyśmy go wieczorem w miasteczku.

Pewnego wieczoru szłyśmy przez miasteczko, a że było bardzo gorąco, postanowiłyśmy
zboczyć w uliczkę wybraną na chybił trafił - w stronę morza. Szłyśmy dróżką okoloną dwumetrowymi trzcinami, doszłyśmy do wydm i zostałyśmy powalone pięknym widokiem... przechodziłyśmy tamtędy już kilka razy, spacerując, ale nigdy nie widziałyśmy tego
z tej perspektywy - mała chatka z dykty i desek - nad morzem, suszą się dżinsy, przed chatką mały szałas z wyblakłych liści palmowych, podwóreczko okolone wydmą, na której rosną rośliny skalniakowe w żywych zielonych kolorach, kontrast z jasnym piaskiem i niebiesko-niebieskim morzem w tle. Z boku opustoszała prawie plaża i parasole za lekko siwawą mgiełką bryzy
od morza. Cisza i spokój - aż mnie zatkało.

Zatkało mnie jeszcze bardziej, kiedy z chatki wyszedł pączkowy Adonis, mister plaży po prostu, czyli jasnowłosy, nieźle wyrzeźbiony i wysoki młody facet, którego widziałyśmy wcześniej handlującego pączkami na plaży. Śliczny taki, bez koszulki. Rozmarzyłyśmy się tym bardziej,
że gdzieś tam z boku siedział sobie długowłosy brunet, co dopiero co wychynął z morskiej pianki
i obserwował nasze poczynania.

Jak możesz się domyślić, zaczęłam biegać wokół jak podniecony ratlerek i strzelać pikczersy,
aż mi stringi ze spodni wystawały. Moja modelka była dzielna!
No ale nie mogłyśmy tam tak tkwić i podziwiać męskie ciała,
to znaczy chciałam powiedzieć - widok morza, w nieskończoność, więc spakowałam aparat
i poszłyśmy.

Po minucie, czy dwóch odzywa się Mari i mówi, że ciemnowłosy się na mnie gapił
(pewnie wcześniej nie widział tak wielkiego tyłka w stringach) - wkurzyłam się,
że mi wcześniej nie powiedziała, bo można by było do gostka zagaić, na przykład prosząc
o zrobienie nam wspólnego zdjęcia... no ale skąd miałam wiedzieć.
Mari milczeniem swym pozbawiła mnie sexu!!!

Ale już Ci wybaczyłam, Mari, bo sex na plaży, mimo że romantyczny,
to strasznie niehigieniczny i tylko piasek w tyłek włazi ;)

Z przystojnych facetów Mari wyczaiła jeszcze pod moją nieobecność sprzedawcę w sklepie - pięknego jak grecki bóg - czarne włosy, niezbyt ciemna cera i niebieskie piękne oczy.
Poszłyśmy tam później, żeby zakupić alkohole dla moich rodzicieli
i strasznie długo je wybierałyśmy, bo akurat grał z kumplem na gitarze i śpiewał.
Niestety nie udało mu się namówić Mari do wspólnego jamowania, nad czym ubolewałam straszliwie, bo chciałam sobie na niego jeszcze popatrzeć, ale nie było pretekstu,
jak już zapłaciłyśmy...

Innego wieczoru siedziałyśmy sobie grzecznie w tawernie ulubionej, gwarząc o tym i siamtym,
jak zwykle przyszedł Kosta, żeby się z nami napić lufkę raki. Wrócił za chwilę ze ślicznym driniusiem, który ochrzciłyśmy nazwą 'sperma' a tak naprawdę nazywał się cappuccino -
dwa brązowe likiery plus bita śmietana z cynamonem i poinformował, że to też za friko,
ale musimy to wypić bez użycia rąk. Byłyśmy już po naszych sunrisach i robiło się zimno,
a poza tym Polak nie odmówi darmowego alkoholu, więc wypiłyśmy -
biorąc fachowo kieliszki w usta i przechylając.

Oczywiście w męskich oczach skojarzenie może być tylko jedno, więc zaraz przypałętał się łysy windsurfingowiec z Austrii, który od paru dni się na nas czaił i z którym miałam ochotę
pokłócić się już po paru minutach rozmowy, bo taki z niego był znawca Warszawy...
No ale został 'sperm donerem', bo postawił nam jeszcze po dwa takie same
i z lubością patrzył, jak pijemy. Niestety najpierw nas zmusił do dotykania swojej łysej głowy,
a później koniecznie musiał dotknąć naszych, ze szczególnym uwzględnieniem Mari,
co niezbyt się jej podobało. Zresztą upodobał ją sobie szczególnie, bo później, jak ją widział,
to albo do niej cmokał, albo machał na powitanie językiem ;-P

No i mniej więcej tak mijały nasze dni. Łamałyśmy dietę co najmniej raz dziennie (przybyło nam tylko po kilogramie, więc nie jest źle), ale wyspacerowałyśmy i wyskakałyśmy to w morzu.
Totalnie się wyluzowałyśmy i wypoczęłyśmy, ciesząc się, że jesteśmy tu ze sobą, a nie z kim innym. Mogłyśmy pośmiać się zdrowo i bez zahamowań, pomrukiwać do siebie, jak jest błogo
i niczym się nie przejmować...

Mari przeczytała 3 książki, ja - 3 strony, wypiłyśmy średnią ilość alkoholu, która i tak zwalała nas
z nóg wieczorem... skóra zaczęła już nam schodzić na miejscu, ja dostałam uczulenia od słońca,
a Mari przez chwilę przypominała biało-czerwoną szachownicę, ale już dawno nie miałam
takich wakacji!

A co można powiedzieć o Krecie:
brutalna pieszczota południowego skwaru
delikatny pocałunek wieczornego słońca
morze leniwie liżące palce u stóp
fale rozbijające się na nagich piersiach
(coś erotycznie się zrobiło - no ale w końcu jest już 1.30 am)
obezwładniający błogostan...

ufff... chyba skończyłam...
Mari, jeśli o czymś zapomniałam - dopisz...

mam nadzieję, że dobrnęłaś do końca

całuję mocno - z nadzieją, że kiedyś uda nam się wyjechać we trójkę
Madzia

______________________________________________________________

no. i takie to były wakacje :)

od tamtego czasu właściwie niewiele się zmieniło
kilka rzeczy zaledwie:
obie od dawna nie palimy
ja tequilę sunrise zamieniłam na wodę z cytryną, albo sok ze świeżych pomarańczy
i włosy zdążyły mi już odrosnąć
a w kwestii kobiecych kształtów - jesteśmy jeszcze bardziej kobiece
i jeszcze bardziej kształtne ;) 
nadal uwielbiamy się śmiać i przebywać ze sobą
(nie tylko pławiąc się w ciepłym morzu)

'trójka', o której na koniec wspomniała Madziare, okazała się prorocza, 
tyle że zamiast adresatki maila, nieco później dołączyła do nas Marcia
(której na poniższych zdjęciach ewidentnie brakuje)
- i od pierwszych chwil wiedziałyśmy wszystkie trzy, że to było dobre :)




nimfy wodne ;)