piątek, 8 maja 2015

Dzień Zwycięstwa zobowiązuje

...czyli filozofia 'tylko dziś' w praktyce

staram się pamiętać o tym, żeby żyć tu i teraz,
ale zdarza mi się też o tym zapominać
i wtedy cały misterny plan - wiadomo gdzie,
bo tu coś podjem, choć nie planowałam,
albo utknę na fb, choć chciałam zrobić coś zupełnie innego,
później patrzę na zegarek i uwierzyć nie mogę,
że już ta godzina
zaraz będę jechać po dziewczyny do przedszkola,
a tyle jeszcze miałam w planach,
zanim te nasze gwiazdy wrócą do domu...

i pomyślałam sobie, że kiedy zapiszę taki jeden dzień,
to może będzie inaczej niż zwykle

zgodnie z zasadą, że nie można - robiąc ciągle to samo -
spodziewać się innych rezultatów
czy jakoś tak...

dziś więc zamierzam zapisać to, co ważne 'tylko dziś'
jeśli eksperyment się uda,
wieczorem to opublikuję
no a kiedy ma się udać, jeśli nie w Dniu Zwycięstwa? ;)

czyli:
tylko dziś będę uważna
tylko dziś będę się odżywiać zdrowo
bez podjadania słodyczy
(oj dobra, to przecież tylko dziś)
tylko dziś nie będę bez potrzeby zaglądać do telefonu
i tylko dziś wyłączę komputer (jeśli nie będę akurat robiła zapisków)
bo tylko dziś pozwolę sobie uwolnić moją głowę
od wszystkich najważniejszych spraw tego świata
tylko dziś zajmę się tym, co tu i teraz

6.40 dzwoni budzik
pierwszy raz (a trzy drzemki w pamięci)
dźwięk budzika jeszcze długo do mnie nie dociera
jakiś niedorzeczny sen
usiłuje mi się dośnić do końca

6.45 Krzysiek mamrocze przez sen,
żebym obudziła Piotrka
ja mamroczę, że 'jeszcze tylko chwilkę'
w tym samym momencie łóżko nasila grawitację
i nie mogę wstać
na szczęście jest telefon!

6.46 dzwonię do Piotrka (bo nie mam siły krzyknąć)
żeby wstał i wyszykował się do szkoły

ufff... można jeszcze pospać
całe 10 minut
no może chwilkę dłużej
tylko króciutką chwileczkę
chwileniunię...

zwlekamy się, kiedy jest już po siódmej
moje ciało porusza się jakby w zwolnionym tempie
tęsknie wspominam czasy,
kiedy codziennie przed pracą
śmigałam od 6.30 na Warszawiance
(basen taki duży na Mokotowie)
dziś tęsknie myślę o innym basenie,
bo do łazienki taki kawał drogi...

7.15 budzimy Julkę i Zuzię oraz Kubę
Kuba przeciąga się i wyskakuje z łóżka prawie od razu
Jula i Zuzia udają, że nie słyszą
zero posłuchu 

trzaśnięcie drzwiami
Piter poszedł do szkoły
ufff... jeden z głowy (a trzy w pamięci)

7.17 wstawiam wodę w czajniku
pokrzykując jednocześnie w miarę radośnie i zachęcająco
'Juuulaaa, Zuuuziaaa, słoneczko już wstało,
wstawaaajcieee...'

7.19 zero odzewu
Krzysiek już jest przy ich łóżeczkach
bez gilgotania nie wstaną

7.20 piję wielką szklanę ciepłej wody z cytryną
nawilżam się od środka

7.21 dziewczyny otworzyły po jednym oku
(i zaraz je z powrotem zamknęły)
wierzgając i jęcząc przez sen,
żeby ich ten niedobry tata zostawił w spokoju,
bo one przecież jeszcze chcą spać

w końcu księżniczki budzą się łaskawie
spuszczają z łóżka jedną nogę, później drugą,
ziewając przy tym rozdzierająco

no ale wstały, więc jest sukces

to ważne, żeby się pozytywnie podbudować,
zanim zaczną wybierać ubrania,
bo to proces skomplikowany
i nieprzewidywalny
nierzadko bywa też nerwowy

Zuzia założyła sukienkę,
w której chodziła, kiedy miała ze dwa latka
sukienka dziś to zaledwie tunika,
ale weszła? weszła
to o co chodzi
(nie czepiam się, cieszę się, że się w ogóle ubrała)

Jula natomiast uparła się na żółtą spódnicę z tiulu
taką, jak mają baletnice
spódnica jest krótka i rozchodzi się na boki - poziomo
a w dół nie chce
w związku z tym pokazałam Julci w lusterku,
że cały tyłek ma na wierzchu
co z tego, że w rajstopach, 
ale może niekoniecznie chce się tak pokazać publicznie
zobaczyła i chętnie się przebrała
(cuda się dziejo)

7.40 dziewczyny kończą ubieranie,
Krzysiek szykuje się do wyjścia
ja szykuję kanapki i owoce dla Kuby, który dziś jedzie na zawody sportowe
i wróci dopiero w niedzielę

7.50 Kuba spakowany i gotowy do wyjścia pałaszuje śniadanie
ja czeszę dziewczyny i ubieram się
Krzysiek robi sobie kanapki do pracy
robota wre

8.10 po krótkich przepychankach
związanych z wyborem okrycia wierzchniego
bo Zuzia woli bluzę, a Jula sweterek,
ściskamy Kubę, życzymy chłopakom wygranej w zawodach,
mężowi i ojcu - dobrego dnia
i wychodzimy z domu

po drodze tradycyjnie już słuchamy 'Ani z Zielonego Wzgórza'
a właściwie 'Ani z Avonlea'
bo dziewczynki uwielbiają słuchać o przygodach psotnego Tadzia
Maria Seweryn czyta to tak fantastycznie, że ach!
całą sobą też jestem wciągnięta w słuchowisko

8.25 jesteśmy w przedszkolu
Jula i Zuzia rozbierają się, zakładają kapcie,
a ja zachwycam się wystawą prac dzieci
i mówię, że z tym przedszkolu to są chyba sami artyści,
bo prace przepiękne
dziewczyny pękają z dumy
buziaki, uściski i już pędzą na śniadanie
machając łapkami na odchodne

8.40 wracam do domu
cicho i pusto
jeśli nie liczyć bałaganu ;)
wypijam kolejną (drugą) szklankę ciepłej wody

dziś na śniadanie owsianka
3 łyżki płatków owsianych,
migdały, suszone morele, śliwki i daktyle
migdałów kilka, a reszty po dwie, trzy sztuki

owsianka pyrka sobie powolutku,
a ja siadam i piszę

trochę czasu potrzeba, żeby tak wszystko opisać
to znaczy wszystko, co się chce

myślałam, że opublikuję to dopiero wieczorem,
ale do wieczora, to mogą mi się skończyć linijki
chyba więc podzielę ten dzień na krótsze fragmenty
bo wprawdzie zapisuję to dla siebie,
ale nuż ktoś zechce też przeczytać
i zaśnie w połowie...

9.15 owsianka napęczniała i urosła
zdecydowałam, że i ją podzielę
na pierwsze i drugie śniadanie
wiem, że lepiej jeść mniej a częściej
nakładam więc sobie niewielką porcję do małej miseczki
(miseczki, nie miedniczki ;)

po śniadaniu znów piszę

10.00 wypijam trzecią szklankę ciepłej wody
i wracam do pisania

dochodzi 11.30
idę włączyć pranie i ogarnąć ten nasz bałagan
ale najpierw zrobię sobie kawę
z mlekiem i łyżeczką ksylitolu

a o 12tej drugie śniadanie (reszta owsianki)
no i reszta dnia,
o czym cdn...

PS W tym szaleństwie jest metoda
- pisanie mam na myśli

kiedy piszę, to nie jem ;)