środa, 6 maja 2015

Ciemna strona mocy

Kilka dni temu był Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci
pojawiło się wiele tekstów na ten temat
napisanych nie tylko przez psychologów,
którzy łopatologicznie i tak, że już jaśniej chyba się nie da
tłumaczyli, dlaczego klaps jest złem
i porażką wychowawczą - nigdy sukcesem

było też wiele tekstów
- czy raczej świadectw - rodziców
matek, ojców,
którzy uświadomili sobie,
że klapsy wymierzane dzieciom
w 'celach jak najbardziej wychowawczych'
(w końcu ich też kiedyś w ten sposób uczono dobrego zachowania)
odnoszą przeciwny skutek niż ten zamierzony
Kocham. Nie daję klapsów.
W Polsce od 2010 roku obowiązuje
CAŁKOWITY ZAKAZ BICIA DZIECI

tak - KLAPS TO TEŻ BICIE!!!

Mimo to ponad połowa Polaków
nie uważa klapsa za rodzaj przemocy!

kiedyś myślałam, że to jest podejście głównie starszego pokolenia
bo trudno pozbyć się starych nawyków
bo kiedyś bicie było normą w domu, w szkole...

bite dzieci, kiedy stają się dorosłymi,
muszą to sobie jakoś wytłumaczyć
i częściej chyba usprawiedliwiają dorosłych, od których doświadczyli przemocy,
niż dają sobie prawo do uznania niesprawiedliwości i krzywdy, które je spotkały

nie wiem, czy tak jest, nie jestem psychologiem
myślę jednak, że może tak być

niestety przyzwolenie na klapsy
najwyraźniej przenoszone jest drogą płciową
z pokolenia na pokolenie
i wielu młodych ludzi też nie widzi w tym nic złego...

agresja rodzi agresję
przemoc powoduje, że przemocy jest jeszcze więcej

nie mam na to zgody

nie wierzę w zbrojne rozwiązania konfliktów na świecie
nie mam pojęcia, kto daje komukolwiek prawo
do atakowania innych
i do użycia broni 'w imię pokoju', 'boga',
czy jakiejkolwiek innej idei

ale to wszystko ma gdzieś swój początek

i każdy z nas ma szansę przerwać
ten zaklęty krąg przemocy
zaczynając od bardzo małych kroków
w imię zasady: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

kiedy byłam dzieckiem,
dostałam lanie 3, może 4 razy

nie kojarzyłam tego z troską ani miłością
pamiętam za to potworny strach,
niewyobrażalny smutek i upokorzenie

pamiętam też, że wtedy obiecałam sobie, że nigdy, ale to przenigdy
nie uderzę moich dzieci, kiedy już będę dorosła

nie dotrzymałam tej obietnicy
zrobiłam to, co i mnie zrobiono

Piotrek i Kuba kiedyś dostali ode mnie klapsa
i chociaż ze sto razy Ich za to przeprosiłam,
a Oni sami twierdzą, że w ogóle tego nie pamiętają,
to ja pamiętam 
i chciałabym móc cofnąć czas,
żeby wtedy zareagować inaczej,
bo mogłam przecież nie uderzyć

niestety to tak nie działa

klaps zawsze jest wyrazem bezsilności rodzica
i każde jego usprawiedliwienie do tego właśnie się sprowadza
- do bezsilności

wczoraj czytałam o zasadzie lustra:
'Otaczający mnie ludzie – to moje odbicie.
Odzwierciedlają wszystkie aspekty mojej osobowości,
których sobie często nie uświadamiam.
Jeśli ktoś jest dla mnie niemiły, to znaczy,
że ja sam wewnętrznie jestem zdolny do bycia niemiłym.
Zatem – nie ma na kogo się obrażać'

i to mi rezonuje

bardzo dobrze wiem, dlaczego tak mocno i emocjonalnie
reaguję, kiedy słyszę, że klaps to nic złego
- bo wiem, że jestem zdolna, żeby się do tego posunąć
i to każdego dnia

jestem mamą czwórki dzieci,
w tym czteroletnich bliźniaczek,
dla których co rano
kwestia wyboru majtek
to sprawa najwyższej wagi
(czas nie zwalnia, kiedy szykujemy się do wyjścia
wręcz przeciwnie - wtedy biegnie jeszcze jakby nieco szybciej)
Jula już w butach,
a Zuzia nadal grzebie w szufladzie z majtkami
wybierając w końcu te z Elzą i Anną
i zakładając je tył na przód 'BO TAK!'
oraz przechodząc do wyboru rajstop
(kolejna kwestia godna szczytu ONZ)

oczywiście nie zawsze jest tak samo

czasem to Zuzia stoi w butach gotowa do wyjścia
a Jula grymasi
no i to jest tylko poranek,
podobnych atrakcji w ciągu całego dnia nie zliczę

Kuba i Piotrek też coś tam od siebie zwykle dorzucą ;)

co tam klaps!
każdego dnia, kiedy już wieczorem leżę w łóżku,
myślę sobie, że nie dopuściłam się dzieciobójstwa
i oddycham z ulgą...
ale i z lekkim niepokojem

bo tak naprawdę,
to 'tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono'
guzik prawda, że nigdy nie zrobiłabym tego, czy tamtego
nie wiem, nie umiem powiedzieć, dopóki nie ma mnie
w jakiejś konkretnej sytuacji,
ale myślę sobie, że w złości jestem zdolna naprawdę do wszystkiego

i to jest chyba ten moment, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność
za swoje emocje
oraz za ich skutki

ja - Maria (na drugie - Agresja) - biorę odpowiedzialność
za swoje emocje

gdybym od czasu do czasu
staropolskim zwyczajem
'walnęła któreś z dzieci w łeb'

w wielu sytuacjach pewnie by mi ulżyło
to nic, że tylko na chwilę

później tłumaczyłabym,
że przecież inaczej się nie dało,
że zostałam doprowadzona na skraj wytrzymałości psychicznej
(czasem to mój naturalny stan funkcjonowania)
że to wina dzieci, nie moja,
przecież nie miałam wyjścia,
są sytuacje, kiedy naprawdę nie da się inaczej...

tyle tylko, że nic z tych rzeczy nie byłoby prawdą

prawda jest taka:
bardzo często czuję się bezsilna
bardzo często nie radzę sobie z moją złością i agresją
i na przykład podnoszę głos, krzyczę,
choć określenie 'drę mordę' jest bliższe prawdzie
(krzyk to też agresja)

z trudem uznaję, że taka bywam
wobec moich dzieci,
które przecież kocham...

przepraszam Je za te moje krzyki
i obiecuję, że postaram się nie krzyczeć,
a później znów puszczają mi nerwy i podnoszę głos
(czytaj: drę ryja)
i znów przepraszam...
i cały misterny plan rozwoju duchowego w... (wiecie gdzie)

chciałabym być niewzruszonym kwiatem lotosu
na tafli jeziora,
ale nie jestem
mogę tylko uznać, że jestem jaka jestem
i każdego dnia postępować najlepiej jak potrafię
choć czasem wychodzi gorzej niż źle...

moje oburzenie wobec jakiejkolwiek formy agresji
jest brakiem akceptacji dla tej części mnie,
która jest zdolna absolutnie do wszystkiego

trudno mi tę część siebie zaakceptować

kiedy moja złość i agresja dochodzą do zenitu
(czasem wystarczy chwila)
i kiedy najchętniej walnęłabym kogoś w łeb,
uciekam do sypialni i walę w poduszkę

resztkami przytomnej świadomości dokonuję wyboru,
żeby wycofać się z tej trudnej sytuacji 
i wyładować złość na poduszce
a nie na żywym Człowieku,
którego mam obowiązek chronić
dopóki nie dorośnie i nie pofrunie w świat

i tyle tylko chciałam powiedzieć
- że każdy ma taki wybór

Kiedy byłam w terapii, uczono nas żyć 'tylko dziś'
nie martwić się o jutro,
nie składać długofalowych obietnic,
które mogą się wydać niemożliwe do realizacji

ale 'tylko dziś' to bardzo krótki odcinek czasu
tylko dziś postaram się być uważna
tylko dziś będę liczyć do dziesięciu, zanim podniosę głos
(albo do nieskończoności, jeśli będzie trzeba ;)
tylko dziś skupię się na tym, co jest do zrobienia

'wczoraj' przeszło do historii
'jutro' samo się o siebie zatroszczy
mój najbliższy plan to 'tylko dziś'

Matematycznie rzecz ujmując -
- taki plan ma same plusy
bo w sumie to niewiele
a robi różnicę ;)

A napisałam to wszystko z czysto egoistycznych pobudek,
ponieważ marzy mi się świat taki,
jak w piosence 'Imagine' John'a Lennon'a
i z całego serca wierzę, że świat taki jest możliwy,
jeśli tylko każdy z nas będzie starał się być choć odrobinę lepszy ;)

Amen