piątek, 7 sierpnia 2015

K(a) - jak Krzysztof...

...albo kajak, Krzysztof

jakkolwiek by nie napisać
i tak będzie się zgadzało
ponieważ wczoraj
mąż mój - rzeczony Krzysztof właśnie
zaprosił mnie na randkę (tak, tak!)

ale nie taką w kinie, czy restauracji
- to takie banalne ;)

Krzysiek zaprosił mnie na spływ kajakiem

pojechaliśmy do Warki,
wypożyczyliśmy kajak
i już

sądząc po ilości kajaków na rzece Pilicy
ta forma randkowania
też nie jest nie wiadomo jak niebanalna,
ale przy obecnych upałach
zapewne - praktyczna

bo woda nie za głęboka
a w niektórych miejscach nawet nie bardzo brudna

można się zatrzymać
na dowolnej mieliźnie
('Człowieku na mieliźnie' śpiewało mi się w głowie ;)
i pływać ile dusza zapragnie

no może pływać - to za dużo powiedziane,
choć i głębsze wody się zdarzały
tu i ówdzie

za to można położyć się na piasku
w licznych płytszych miejscach
i pozwolić, żeby chłodna woda opływała ciało

uczucie absolutnie boskie
zwłaszcza, kiedy żar się z nieba leje,
na rzece jest pusto
(bo inne kajaki już odpłynęły)
dookoła nie ma żywej duszy
(nie licząc owadów)
i można położyć się w tej wodzie
całkiem na golasa

opalać też można się na golasa
tylko trzeba sobie znaleźć
jakieś fajne miejsce

no i Krzysiek znalazł :)

istny raj
jak raz - idealny na randkę

i niewykluczone, że chcielibyśmy tam zostać jak najdłużej,
ale gzy nas stamtąd wypędziły

wypowiedzieliśmy przy tym wiele niecenzuralnych słów
(kogo ugryzła kiedyś końska mucha, ten zrozumie)

nie chcę się odgrażać
- ale my tam jeszcze wrócimy ;)

i proszę się nie śmiać z kapelusza - słońce było! przecież... ;)